esencja życia

Życie to nie dar lecz odwieczne prawo. Byliśmy, jesteśmy i będziemy.

80) JEZUS CHRYSTUS – życie i przesłanie: narodziny (6 stycznia), okres dzieciństwa w Palestynie, pobyt w Azji, misteria w Wielkiej Piramidzie w Egipcie, ostatnie 3 lata przed ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem (na podstawie buddyjskich manuskryptów i readingów E. CAYCE’EGO – Część 11.)

14 komentarzy

zz1021 -

Ten wpis należy do grupy wpisów opartych na readingach „śpiącego proroka” (pozostałe to: 67 oraz 70-78; wpis 66 opisuje życie samego E.Cayce’ego). Zwroty wzięte w cudzysłów są dosłownymi wypowiedziami Cayce’ego. Teksty w cudzysłowie i napisane kursywą są moimi refleksjami lub uzupełnieniami, które wplatam w trakcie opisu. W ten sposób, jeśli ktoś nie jest zainteresowany moimi wywodami, może je  pominąć. Oprócz tego będę korzystać z informacji zawartych w książce Nikołaja Notowicza pt. „The Unknown Life of Jesus Christ”, która została przetłumaczona na j. polski przez Jerzego M. Łataka i wydana w Polsce pod tytułem „Nieznane życie Jezusa” (Wyd. AQUARIUS, Zakopane 2011).

I) Życie Jezusa według buddyjskich manuskryptów

Notowicz opisał losy Jezusa na podstawie treści manuskryptów znajdujących się w buddyjskim klasztorze (zał. w 1630 roku) w miasteczku Hemis (3630 m.n.p.m.). Dzisiaj znajduje się ono na terenie Dżammu i Kaszmir (kraina Ladakh, północne Indie). Wówczas, kiedy N. Notowicz dotarł tam w końcowym okresie swoich wieloletnich podróży po wielu krajach Azji pod koniec XIX wieku, Hemis znajdowało się na terytorium wtedy wciąż niezależnego królestwa Ladakh (zachodnia część Wyżyny Tybetańskiej). Na terenie Tybetu  główne manuskrypty dotyczące życia Jezusa i zawierające relacje spisane w różnych okresach, zarówno w Indiach jak i w Nepalu, zostały sprowadzone później z Indii do Nepalu, a z Nepalu do Tybetu, przetłumaczone z języka pali na język tybetański i znalazły się w klasztorze na terenie miasta Lhasa. Następnie mnisi sukcesywnie sporządzali dalsze liczne kopie owych pierwotnych kopii tybetańskich z Lhasy, przechowując je w różnych klasztorach tybetańskich oraz m.in. w klasztorach na terenie Ladakh. I właśnie tam, w Hemis, ladakhijski mnich buddyjski przeczytał treść manuskryptów, które na żywo z tybetańskiego tłumaczył Notowiczowi jego tłumacz, a Notowicz wszystko notował. W związku z tym chciałabym od razu sprostować to, co napisane jest w Wikipedii. Cyt z: wikipedia.org/wiki/Jezus_w_Indiach: ” Pseudonaukowe rewelacje Notowicza pełne są anachronizmów, nie uwzględniają zupełnie faktu, że buddyzm dotarł do Tybetu dopiero w VII wieku, wobec czego Jezus nie mógł pobierać nauk w tamtejszych „klasztorach buddyjskich”. Otóż mógł, ponieważ do innych części tego regionu (Indie, Nepal, Bhutan, Ladakh) buddyzm dotarł jeszcze przed naszą erą, a Jezus studiował sutry buddyjskie w j. pali właśnie na terenie Nepalu! Buddyzm to nie tylko Tybet, do którego wiara buddyjska w porównaniu z innymi regionami świata dotarła stosunkowo późno. Niestety bardzo dużo osób rozwinęło tego typu postrzeganie, ponieważ Tybet ze względu na okupację chińską jest obecnie bardzo znany i modny, a urzędujący Dalaj Lama popularny i lubiany na całym świecie. Fakt istnienia manuskryptów i przekonanie o autentyczności ich treści potwierdziły niezależnie od siebie dwie inne osoby: Hindus Swami Abhedananda oraz Mikołaj Roerich. Abhedananda rozmawiał nawet  z tym samym lamą, co Notowicz. Lama potwierdził, że Notowicz u niego był i uzyskał tłumaczenie. Swami Abhedananda opisał historię Jezusa Chrystusa w swojej książce (zredagowanej w j. bengalskim)pt. „In Kashmir and Tibet”. Mikołaj Roerich, inspirowany w swojej działalności kulturowo-duchowej przez Mistrzów Mądrości  (=Wzniesionych Mistrzów, którzy również otaczają Jezusa Chrystusa wielką czcią) i mający  z nimi bezpośredni kontakt, także dotarł do Hemis i innych klasztorów, i zrobił to samo, co Notowicz i Abhedananda –  opisał życie Chrystusa w swoich książkach „Altai – Himalaya” i „Himalaya. Roerich uzyskał również wgląd w Księgę Szambali. Jego atutem było to, ze w podróży towarzyszył mu syn, który znał wszystkie dialekty tybetańskie. Manuskrypty o życiu Jezusa (w j. tybetańskim Jezus to „Issa”) powstały między innymi na podstawie relacji naocznych świadków na terenach Azji, które przemierzył Jezus, oraz osób, które miały z nim głębszy kontakt. Według Mikołaja Roericha Jezus wędrował  nie tylko po Indiach, Ladakhu  i Persji, ale dotarł również do Tybetu, gdzie z „wielką radością” został przywitany przez mędrca  Ming-Tse, który przebywał w klasztorze znajdującym się w pobliżu Lhasy . Jezus przeprowadził z mędrcem osobistą rozmowę oraz dostał pełny dostęp do dokumentów znajdujących się w świątyni.  Natomiast treści manuskryptów dotyczące działalności Mistrza po jego powrocie do Palestyny  opierają się na relacjach nie żydowskich kupców (m.in. tybetańskich) powracających z Palestyny.  Opublikowanie książki N Notowicza było prawdziwą sensacją i wywołało ostra polemikę wśród chrześcijańskich teologów. A oto życie Jezusa w dużym skrócie od 13 roku życia (okres od narodzin do opuszczenia Palestyny jak i całą resztę opisał w swoich readingach E. Cayce) i bez uwzględnienia początkowej części manuskryptu, która zawiera elementy historii narodu żydowskiego (niezależnie od tego polecam książkę, która ma 140 stron, a którą czyta się jednym tchem, jeśli ktoś interesuje się tym tematem i tamtym rejonem świata):

łabędź

Issa zstąpił  na Ziemię, aby pokazać w jaki sposób ludzka dusza może zjednoczyć się z Bogiem. Przyjmując ludzką postać, zaświadczył swoim własnym życiem, że człowiek może stać się prawy i przezwyciężyć swoją śmiertelność. „Pojawił się jako niepokalane dziecko w kraju Izraela. Już jako mały chłopiec zasłynął tym, że przejawiał w sobie naturę Boga i stał się „orędownikiem Ojca Wszechświata”.

W 13. roku życia, „kiedy Izraelici żenili swoich chłopców”, Issa wraz z karawaną kupców potajemnie opuścił swój rodzinny dom, aby „doskonalić się w słowie bożym”. W wieku 14 lat dotarł do północnych Sindh (=Indie), gdzie zamieszkał wśród Ariów, a  wieść o nim szybko się rozeszła. Miejscowa ludność polubiła go, szanowała i prosiła, aby pozostał z nimi. Jednak Issa kontynuował swoją wędrówkę, docierając do braminów („kapłanów Brahmy”), którzy nauczyli go czytać i rozumieć Wedy oraz udostępnili tajemnice fizycznego uzdrawiania poprzez siłę umysłu i uwalniania człowieka z negatywnych „żądz”. Jezus jednak nie tylko był uczniem braminów, lecz po dogłębnym zapoznaniu się z Wedami, jeszcze dokładniej objaśniał im  niektóre prawdy znajdujące się w świętych pismach. Jezus spędził w sumie 6 lat w różnych świętych miejscach Indii, jednocześnie niosąc miejscowej ludności pokój i przybliżając jej teksty Wed, za co bardzo go „pokochano”. To rozzłościło braminów, którzy dzielili ludność na kasty i zakazywali niższym warstwom społeczeństwa dostępu do świętych pism . Bramini uważali, że ludzie pochodzący z niższych kast mają służyć im jako niewolnicy i tylko śmierć może uwolnić ich od tej służby.  Issa, nie zważając na zakazy braminów, kontynuował nauczanie prostego ludu, przekonując go o jego „ludzkich i duchowych prawach”. Twierdził, że „Bóg nie czyni żadnej różnicy między swoimi dziećmi”. Ponadto zaprzeczył świętemu natchnieniu całych Wed, w których według niego prawda została po części  zniekształcona, i krytykował składanie czci bogom i bożkom. Nauczał, że Bóg, „Duch Wiekuisty”, jest jeden i wspólny dla wszystkich i że nie powinno się upokarzać  i poniżać bliźnich, lecz „wspomagać biednych” i „podtrzymywać słabych”.  Widząc w Issie zagrożenie dla własnej pozycji,  bramini postanowili go zamordować. Jednak Issa, zawczasu ostrzeżony przez Sudrasów, zdążył uciec. Powędrował do położonego wysoko w Himalajach królestwa Siakjów (Monika: „obecnie Nepal„), gdzie urodził się „wielki Budda Siakjamuni” i tam się osiedlił. Studiował język pali i święte sutry, które nauczył się interpretować i objaśniać  „w sposób doskonały”. Po 6 latach opuścił Himalaje i zszedł do doliny Radżputana, a następnie powędrował dalej na zachód. Po drodze wszędzie nauczał ludzi „najwyższej doskonałości, jaka jest możliwa do osiągnięcia przez człowieka”. Mówił, że „czynienie dobra jest najpewniejszym sposobem zjednoczenia z Duchem Wiekuistym” (Monika: „O tym piszą wszyscy prawdziwi ezoterycy, którzy rozwinęli parapsychiczne zdolności lub przyszli z nimi na świat. Podkreślają, że regresje hipnotyczne, którym się poddali, wyraźnie wskazywały na to, że ich zdolności nie wykształciły się poprzez same ćwiczenia, lecz przede wszystkim były wynikiem bezinteresownego pomagania bliźnim!”). Powtarzał to, o czym mówił wcześniej w Indiach: „Czczenie widzialnych bożków jest przeciwne prawu natury. (…). Człowiekowi nie dane jest widzieć wizerunku Boga, uczynił więc sobie bożków na Jego podobieństwo. (…). Oddal od siebie bóstwa i nie odprawiaj na ich cześć uroczystości, które oddzielają cię od Ojca, a przywiązują do kapłanów. (…) Oni odwiedli cie od prawdziwego Boga, a przez przesądy i okrucieństwa sprowadzili na złą drogę i uczynili cię ślepym na poznanie prawdy”. Issa nauczał też, że zamiast próbować zobaczyć Boga oczami, powinni „dostrzegać Go swymi sercami”. Krytykował również składanie ofiar  z jakichkolwiek żywych istot. Nauki Issy stały się „sławne” w wielu krajach tego regionu. Kiedy dotarł on do Persji, tamtejsi kapłani, wyznawcy „Świętego Zaratusztra” , byli tak „wystraszeni”, że zakazali słuchania Issy. W przeciwieństwie do prostych i ubogich ludzi, którzy radośnie go przyjmowali  i chętnie słuchali. W tej sytuacji najwyższy kapłan polecił aresztować Issę i poddał go „przesłuchaniu”. Issa tłumaczył, że „nie naucza o nowym Bogu”, a o wspólnym dla wszystkich „Ojcu Niebiańskim, który istniał przed początkiem (…) świata”. To On podtrzymuje przy życiu słońce, dlatego Jego trzeba czcić w swoim sercu, a nie oddawać pokłony słońcu. Tak więc również nauki zaratusztrianizmu Issa uznał za niedoskonałe i zalecał uwolnienie sie od przesądów i zabobonów. W nocy, kiedy całe miasto spało, magowie „wyprowadzili Issę za mury miasta, pozostawiając samotnego na drodze w nadziei”, że padnie ofiarą dzikich zwierząt. Jednak Issa, któremu nic sie nie stało, dalej kontynuował swoją wędrówkę. Do Palestyny wrócił w wieku 29 lat. W tym czasie życie Izraelitów w Cesarstwie Rzymskim było bardzo ciężkie – nakładano na nich bardzo wysokie podatki i okrutnie traktowano. Wędrując z miasta do miasta Issa podnosił swoich rodaków na duchu i w swoich publicznych przemowach, na które przychodziły tłumy Izraelitów i które wygłaszał przez 3 lata, zachęcał do wiary, cierpliwości i nadziei. Mówił, że „Bóg nie dba o świątynie wzniesione ludzkimi rękami, lecz o ludzkie serca, które są prawdziwą świątynią”. Dlatego „serca nie należy brukać złem,  bo w nim zamieszkuje Najwyższa Istota”.  Upominał, aby bez względu na sytuację „pracować uczciwie, z miłością i dobrocią serca”. Przez chęć zysku i kradzież nie dochodzi się do prawdziwego bogactwa. „Wstąp do świątyni w Twoim sercu, rozjaśnij ją dobrymi myślami, cierpliwością, pokorą i niezachwianym zaufaniem, które jesteś winien twemu Ojcu”, nauczał Issa. Celem człowieka jest „osiągnięcie doskonałości i prawdziwego szczęścia w Niebie”. Należy wybaczać i oczyszczać swe serca, a nie mścić się.

zz1023 - płomienie

Issa opowiadał o „Królestwie Niebieskim” i prawdziwej wolności, którą można znaleźć tylko w sercu. Wkrótce od naczelników miast, którzy niewłaściwie rozumieli słowa Issy i zaczęli się go „obawiać”, do zarządcy Jerozolimy, Poncjusza Piłata, dotarła wieść, że człowiek o tym imieniu próbuje podburzać naród. Piłat kazał położyć kres naukom Issy, a następnie zaprowadzić go przed oblicze sędziego. Ponieważ sędzia oraz kapłani nie chcieli wydać wyroku na Issę, Piłat kazał spreparować oskarżenia przeciwko niemu i aresztować go. W więzieniu Issa był torturowany „tak długo, aż opadł z sił, a potem osądzony i skazany”. Rano, z rozkazu namiestnika, żołnierze przybili Issę i dwóch złodziei do krzyży i wystawili na widok publiczny, trzymając straż. Ich ciała wisiały na krzyżach i wykrwawiały się cały dzień. Stojący wokół ludzie płakali i modlili się. Tortury wszystkich trzech ukrzyżowanych zakończyły się wraz z zachodem słońca. Za pozwoleniem Piłata rodzina złożyła ciało Jezusa do grobu, który znajdował się w pobliżu miejsca egzekucji. W miejsce pochówku Issy zaczęły się schodzić tłumy lamentujących ludzi. Namiestnik, obawiając się powstania, kazał pod osłoną nocy przenieść ciało w inne miejsce. Następnego dnia przybywający zastali otwarty i pusty grób. To spowodowało, że rozeszła się wieść o tym, iż Bóg „posłał swych aniołów z Nieba, aby zabrali śmiertelne szczątki Świętego, w którym przebywała na Ziemi część Ducha Świętego”.

Na tym kończą się buddyjskie manuskrypty. Z rozmów, jakie N. Notowicz przeprowadził z buddyjskimi lamami wynika, iż otaczają oni Issę ogromnym szacunkiem, lecz nie uważają go za jedynego „Syna Bożego”, lecz Doskonałą Istotę, jedną z wielu. Mimo że szanują oni nauki Issy, a samego Issę uznają za proroka, to nie włączyli oni nauk Issy do części kanonicznej buddyzmu, gdyż chrześcijanie nie uznają zwierzchnictwa Dalaj Lamy. Z tego powodu Issa również nie jest przez nich uznawany za świętego.

II) Postać, życie i nauki Jezusa Chrystusa według readingów Edgara Cayce’ego

Readingi, podczas których żona Cayce’ego i jego sekretarka stawiały „śpiącemu prorokowi” pytania dotyczące postaci Jezusa, odbywały się bez uczestniczenia klientów. Readingi potwierdzają pobyt Mistrza w Indiach i Persji. A oto obraz, jaki się z nich wyłania:

1. Poprzednie inkarnacje Jezusa

Przed swoją ostatnią inkarnacją na Ziemi Jezus Chrystus wcielał się na naszej planecie 29 razy, w tym m.in. jako: 1) jedna z Duchowych Istot, które zeszły na Ziemię w Pierwszej Fali (symbol zbiorowy: Amilius), 2) jedna z doskonałych istot ludzkich, które zeszły na Ziemię w Drugiej Fali (symbol zbiorowy: Adam), 3) (H)Enoch – tajemnicza postać będąca autorem Księgi Henocha, 4) Hermes –  potomek Hermesa Trismegistosa; prowadził nadzór nad właściwym przebiegiem prac budowlanych Wielkiej Piramidy w Gizie, 5) Melchizedek – kapłan i król Salemu, 6) Józef – syn Jakuba, został księciem Egiptu, 7) Joszua – żołnierz, który pomagał Mojżeszowi wyprowadzić Izraelitów z Egiptu, 8) Asaf – muzyk, śpiewak i wizjoner, który służył za czasów króla Dawida i Salomona, autor kilku psalmów, 9) Jeszua (też Joszua)- kapłan, pomagał w organizowaniu powrotu z wygnania i odbudowie świątyni, wspomniany w Księdze Ezdrasza 10) Zend (Zen/Zan/Sen/San) – ojciec Zaratusztry, perskiego kapłana i proroka, założyciela zaratusztrianizmu. (Monika: „O Pierwszej i Drugiej Fali dusz opowiadam we wpisie 67, o Hermesie – we wpisie 74. Tak jak Amilius, Adam, Ewa i Lilith są według E. Cayce’ego pojęciami o charakterze kolektywnym, tak samo pojęcia Bóg i szatan mają według mnie ten sam charakter /piszę o tym w notce 37/.”).

zz1024 -

2. Esseńczycy

Jezus należał do sekty Esseńczyków (Monika: ” Działali oni w okresie Drugiej Świątyni, czyli ok. 515 p.n.e. – 70 n.e.”). Członkami tej sekty był również Jan Chrzciciel oraz rodzice Jezusa – Józef i Maria.  Była to wspólnota mnichów, którzy żyli w celibacie, wierzyli w moc chrztu oraz nieśmiertelność duszy. Potępiali niewolnictwo i handel ludźmi. Miejscem, w którym założyli swoją szkołę („Szkołę Proroków”) wraz ze świątynią, było wzgórze Karmel (Monika: „Pasmo górskie nad Zatoką Hajfy w Izraelu; symbol piękna”). Zajmowali się astrologią, numerologią i frenologią (Monika: „Nauka o obszarach mózgu i związanych z nimi zjawiskami psychicznymi.”). W Szkole Proroków kształcili się m.in. : Arystoteles, Platon, Enosz, Mateusz i Judasz. W świątyni Esseńczyków bywał również prorok Eliasz. Esseńczycy byli prześladowani przez Faryzeuszy i Saduceuszy, którzy zaprzeczali możliwości niepokalanego poczęcia jak i inkarnacji. To właśnie Saduceusze zamordowali Zachariasza, ojca Jana Chrzciciela (Monika: „Chodzi o nowotestamentowego proroka i kapłana„.) Esseńczycy mieli stały kontakt z kapłanami z Egiptu, którzy przeprowadzali duchowe inicjacje w Wielkiej Piramidzie. Dlatego Jezus tuż po powrocie z Azji udał się najpierw na rok do Egiptu, zanim zaczął nauczać przez ostatnie 3 lata. Tam został dokładnie przygotowany do ostatniego etapu swojej misji, do ukrzyżowania i zmartwychwstania. Zapiski na temat pobytu i inicjacji Chrystusa w Egipcie znajdują się w jednej z Piramid, które zostaną dopiero odkryte.

3. Niepokalane poczęcie

Kiedy zapytano Cayce’ego o możliwość niepokalanego poczęcia, odpowiedział: „Tak jak natura jest świadectwem Boga, tak Bóg sławi naturę poprzez zjawiska nadnaturalne”. A kiedy zapytano go ponownie bezpośrednio, czy w przypadku Marii, matki Jezusa, miało miejsce niepokalane poczęcie, powiedział jednoznacznie: „Maria poczęła w sposób niepokalany” [„Mary was immaculated conceived”].

Jezus Chrystus był  „ziemską manifestacją Doskonałej Duszy, której zejście było konieczne dla  podtrzymania wiarołomnego świata” [„necessary for the sustaining of a backsliding world”]. Wcielenie nastąpiło poprzez „kanały, które są zgodne z prawami sił duchowych”. I właśnie Maria, jako duchowo wysoko rozwinięta dusza, była takim czystym „kanałem”. Maria była duszą, która całkowicie podporządkowała się woli Boga, dzięki czemu Bóg mógł poprzez nią wypełnić Plan związany z inkarnacją i duchową działalnością Jezusa. Zdawała sobie sprawę ze swojej misji. Wiedziała, że urodzi niezwykłe dziecko, które nigdy nie będzie jej, lecz należeć będzie do świata, i że wszyscy będą z niej szydzić w przekonaniu, że zdradziła męża.

Do tej misji wybrali ją Esseńczycy. Wiedzieli, że Maria jest bliźniaczą duszą Jezusa, Przez 3 lata była przygotowywana fizyczne i mentalnie do tej roli w świątyni na wzgórzu Karmel: ćwiczyła się we wstrzemięźliwości, czystości duchowej, miłości i cierpliwości. Podlegała specjalnej diecie. Józef, jej przyszły mąż, został o wszystkim poinformowany w odpowiednim czasie przez Mateusza (lub Judasza), potem miał prorocze sny i wreszcie przemówił do niego wewnętrzny głos, któremu towarzyszyło światło.

Kiedy Józef ożenił się z Marią (ślub odbył się w świątyni na wzgórzu Karmel), miał 36 lat, a Maria 16. Obydwoje pochodzili z rodu Dawida. Dopiero 10 lat po narodzinach Jezusa Józef i Maria rozpoczęli normalne małżeńskie współżycie, w wyniku którego na świat przyszli jeszcze Jakub, siostra Chrystusa Ruth i najmłodszy Judasz. Najpierw para żyła „pomiędzy wzgórzami Judei”, potem zamieszkała w Nazarecie, a po jakimś czasie przeniosła się do Betlejem w celu „zarejestrowania i opodatkowania”.

Ani Jezus ani Maria nie mieli fizycznych ojców. Jako mężczyzna Jezus miał niebieskie, przenikliwe oczy oraz gęste, lekko kręcone, rudawe włosy. Jego dłonie były delikatne. (Monika: „Cayce podał bardzo szczegółowy opis wszystkich postaci biorących udział w Ostatniej Wieczerzy, w tym Jezusa Chrystusa”. Jezus miał bardzo nietypową urodę, podobnie jak arcykapłan Ra-Ta, który też miał niebieskie oczy i jasne włosy, zupełnie inne niż jego rodzice. W jednym z readingów Cayce stwierdził, że Ra-Ta był istotą zrodzoną z fizycznej matki i duchowego ojca. Tak więc Jezus nie był pierwszy i nie ostatni, który  w ten „nadnaturalny” i mistyczny sposób przyszedł na świat. Dla przeciętnego człowiek to bajki. Jednak na wyższych poziomach energetycznych dzieją się rzeczy, o których nie mamy najmniejszego pojęcia, bo naszymi 5 fizycznymi zmysłami widzimy zaledwie mikroskopijny wycinek całej kosmicznej rzeczywistości.”).

zz1020 - Podróż Magów - James Tissot

Obraz „Podróż Magów”, James Tissot

4. Narodziny

Tego dnia w Betlejem było chłodno, a na zewnątrz panował spory ruch, kiedy Maria i Józef zbliżali się do karczmy. Gdy gospodarz zobaczył „podstarzałego mężczyznę z młodą i piękną dziewczyną w zaawansowanej ciąży, odmówił im gościny, a wszyscy wokół kpili i szydzili z tej dziwnej pary.  Maria i Józef postanowili szukać noclegu gdzie indziej. W końcu znaleźli miejsce pod pagórkiem, tam znajdowała się stajnia. To w niej narodził się Jezus, a w momencie jego narodzin „na niebie ukazała się gwiazda, która zachwyciła i zdumiała pasterzy, a przestraszyła tych, którzy jeszcze parę chwil wcześniej byli tak wrogo nastawieni do tej pary i tak z niej szydzili. Intensywnemu światłu gwiazdy towarzyszyła „muzyka sfer”. Wszyscy czuli podniosłe wibracje. Niestety ludzie do dzisiaj wątpią w prawdziwość tej historii, a opowieść przypisują temu, że ludzie wypili zbyt dużo wina i opowiadali bajki. Chrystus narodził się tuż po wybiciu północy. Na miejsce przybiegły wkrótce żona i córka gospodarza karczmy oraz pojawili się pasterze, którzy usłyszeli krzyk dziecka.  Maria mimo zaprosin z różnych stron została w stajni tak długo, dopóki nie dokonano obrzezania i nie poinformowani zostali o wszystkim kapłani świątyni na wzgórzu Karmel, Anna, matka Marii (Monika: „… o której wspominają apokryfy„.) oraz Simeon, „bogobojny i sprawiedliwy Izraelita” (Monika:” Postać biblijna występująca w Ewangelii Łukasza.”). (…) Był to stary człowiek, któremu Bóg obiecał, że nie umrze, dopóki nie zobaczy Mesjasza. W Świątyni Jerozolimskiej wziął Dzieciątko Jezus w ramiona i chwalił Boga. Jego modlitwa znana jest jako Nunc Dimittis.”; cyt. z Wikipedii). Po przyjściu Jezusa na świat, na miejsce narodzin przybyli 3 mędrcy (Monika: „trzej biblijni królowie”.), którzy chcieli oddać cześć nowo narodzonemu niemowlęciu, przywożąc  ze sobą złoto, kadzidło i mirrę. Tym samym symbolizowali  oni 3 fazy rozwoju człowieka w materii:  złoto – symbol materii (ciało), kadzidło – symbol eteru (dusza) i mirra – symbol uzdrawiającej siły (Duch).

Wigilia jest obchodzona przez Chrześcijan „z lekkim przesunięciem”, gdyż obecnym dniem dokładnie odpowiadającym narodzinom Jezusa Chrystusa jest 6 stycznia!

5. Dzieciństwo i okres młodości do wyjazdu z Palestyny

Jakiś czas po tym, jak rozeszła się wieść o narodzinach Chrystusa wydano edykt nakazujący zabicie w Betlejem wszystkich dzieci do 2 lat. Józef I Maria zostali w porę ostrzeżeni i uciekli do Egiptu. Łukasz i Mateusz przedstawiają tę historię różnie, jednak ucieczka do Egiptu była również elementem Wyższego Planu.  W Egipcie pozostali kilka lat. W tym okresie miało miejsce kilka cudownych zdarzeń związanych z boskością Chrystusa, a które przetrwały  w wielu legendach i też przez wielu są dzisiaj odrzucane. Wracając z Egiptu do Nazaretu, Józef, Maria i Jezus zatrzymali się na wzgórzu Karmel. Po powrocie do Palestyny dla Jezusa nastąpił czas dalszego kształcenia się i pobierania nauk u kapłana Esseńczyków. Jezus pozostał jakiś czas w Nazarecie, a potem przeniósł się do Kafarnaum, gdzie mieszkało wielu jego przyszłych uczniów. Rzadko bywał w rodzinnym domu, bo Esseńczycy nie tylko go nauczali, ale i wychowywali. Zresztą od najmłodszych lat  jego uwaga skupiona była na Bogu i sprawach wiary, a on powtarzał, że jego rodziną jest cała ludzkość.

Jezus miał troje rodzeństwa: 2 braci – Jakuba i Judasza – oraz siostrę Ruth, która była młodsza od Jezusa o kilkanaście lat.

zz1026 -

6. Pobyt w Azji

(Monika:” Readingi potwierdzają to, o czym mówią manuskrypty buddyjskie. Oprócz tego dochodzi nowe zdarzenie, jakim był pobyt Jezusa w Egipcie po jego powrocie z Azji w wieku 29 lat, o czym wspomniałam wcześniej, pisząc o Esseńczykach. W podróży i w trakcie inicjacji w Wielkiej Piramidzie w Gizie Jezusowi towarzyszył Jan Chrzciciel, a celem najwyższego stopnia inicjacji było zdobycie pełnych umiejętności parapsychicznych przygotowujących Jezusa do procesów, jakie miały miejsce podczas śmierci na krzyżu i zmartwychwstania.”). Przedstawię parę wypowiedzi Cayce’ego, które w ciekawy sposób uzupełniają treść manuskryptów i odnoszą się pod kątem ezoterycznym również do śmierci tego, co wydarzyło się potem:

W Azji Jezus studiował u dwóch Mistrzów:  w Indiach u Mistrza Kahanji, a w Persii u Mistrza Junner, natomiast w Egipcie u Mistrza Zar (Monika: „W tym miejscu osoby zapisujące wypowiedzi Cayce’ego w trakcie readingów nie były pewne co do wymowy tego imienia.”). Nauki, jakie Jezus pobierał w Indiach, Persji i Egipcie, symbolizują 3 fazy rozwoju duchowego (Monika: „Tak jak trzej Mędrcy, którzy zjawili się w stajni w Betlejem.”). Całe życie Chrystusa było co do szczegółu zaplanowane na wyższych poziomach za jego pełną zgodą. Za każdym wydarzeniem kryją się głębokie procesy energetyczne i duchowe zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych i silnie oddziałujące na otoczenie. Wiele rzeczy było próbą charakteru. Musiał cierpieć ból, samotność i zwątpienie oraz doświadczać życiowych sprawdzianów, tak jak zwyczajni ludzie. Jednak cały czas był tak silnie osadzony w swoim duchowym aspekcie, że nie było możliwości, aby zszedł ze swojej czasami bardzo ciężkiej dla psychiki ścieżki…(Monika: „Ezoterycy nazywają to „kontraktem podpisanym przez duszę”. Warto też uzmysłowić sobie, że to ciągłe wędrowanie wymagało niesamowitej kondycji fizycznej i samozaparcia. Widać to wyraźnie w książce N. Notowicza, który mógł sobie pozwolić na wiele przygód, bo był sprawny fizycznie; nie raz znajdował się w sytuacji, że niezbędne były nawet umiejętności wspinaczkowe, które umożliwiały mu pokonywanie przełęczy w Himalajach”.). Ostatnia inkarnacja Jezusa była całkowicie dobrowolna, gdyż Jezus był Istotą, która wcześniej zamknęła już cykl karmiczny na Ziemi i która wróciła tylko po to, aby, przyjmując jeszcze raz postać fizyczną, spełnić określone zadanie.

W Indiach Jezus zgłębił tajemnicę samooczyszczania energetycznego i nauczył się, jak rozwijać w sobie siłę mentalną, odporność i siłę fizyczną.  Natomiast w Egipcie dotarł do sedna i podstaw wszystkich nauk, jakie pobierał na Wschodzie (w Azji). W Piramidzie został przygotowany na czas przed ukrzyżowaniem (jak postępować energetycznie) i na czas samego ukrzyżowania. Ukrzyżowanie było mocno osadzone w Duchowych Ideałach i stanowiło symbolu „ukrzyżowania ego”, po którym następuje życie zgodne z najwyższymi „duchowymi ideałami”. Do tego zdolna jest każda istota ludzka.

7. Czas po powrocie z Azji i z Egiptu do Palestyny 

Kazania Jezusa:

Swoimi przemowami i bardzo silną charyzmą „fascynował” tłumy, gdziekolwiek się pojawił. Kiedy słuchało się go i patrzyło się na niego, człowiek odruchowo klękał , odczuwając przy tym głęboką cześć. Z jednakową czcią słuchali go ludzie prości jak i uczeni. Ruth, siostra Jezusa, często chodziła na publiczne spotkania Jezusa z ludźmi, na których dyskutowano o Bogu i wierze. Bywała też na jego kazaniach, widząc w nim przede wszystkim duchowego przewodnika a nie brata. W domu prawie w ogóle nie bywał, czasami pokazywał sie w wiosce. Wtedy od razu otaczał go tłum, wsłuchując się uważnie w to, co mówił Jezus. Jezus przemawiał do ludzi m.in. w synagodze w Kafarnaum. Na te kazania przychodziła również jego matka.

zz1025 -

8. Ukrzyżowanie

Kiedy Chrystus umierał, przy krzyżu wśród tłumu stała matka Chrystusa, siostra matki oraz Maria Magdalena i Maria z Betanii.

Śmierć Chrystusa polegała nie tylko na doświadczeniu przez Niego śmierci fizycznej [„the physical body”], ale i śmierci ciała mentalnego [„the mental body”]. Umierając na krzyżu doznał takich samych uczuć, w tym strachu i bólu, jak każdy umierający śmiertelnik, który w tym momencie staje wobec  całego swojego życia – swoich czynów i zachowań, z których musi się rozliczyć. Dlatego wykrzyczał: „Mój Boże, mój Boże, dlaczego mnie opuściłeś?” Dopiero w tym momencie domknęła się cała droga Jezusa, spełniając swój cel [EC: „For He indeed in suffering the death on the cross became the whole, the entire way.”]. Poprzez całe swoje życie i ukrzyżowanie Chrystus złożył dobrowolną ofiarę, wynikającą z czystej Miłości do ludzkości. W jego słowach „Dokonało się [„It’s finished’] zawarte jest przeznaczenie człowieka, który musi pokonać określoną bolesną drogę, zanim z istoty fizycznej stanie się istotą w pełni duchową. Dlatego nie należy uciekać przed cierpieniem, lecz świadomie stawić czoła problemom, bo prędzej czy później znów zapukają do naszych drzwi, jeśli wpisane są w nasze życie.

(Monika: „Krzyż nie jest symbolem tego, że człowiek z zasady musi cierpieć, aby być szczęśliwy, lecz ukazuje konieczność ukrzyżowania negatywnego ego, bo dopiero to czyni nas prawdziwie szczęśliwymi. A że  proces transformacji niższego ja w Wyższe Ja jest z natury bolesny, to wszyscy ci, którzy wpadli w szpony własnego małego ja, muszą się trochę pomęczyć, jeśli  chcą znaleźć prawdziwe i trwałe szczęście.”).

9. Zmartwychwstanie

Wśród krewnych Jezusa i jego uczniów rozeszła się wieść, że ci, którzy stali na straży przy grobie Chrystusa, usłyszeli okropny hałas, potem ujrzeli światło, a następnie zobaczyli, jak „przesuwa się kamień”, a Maria Magdalena, która od razu pobiegła do grobu, zobaczyła „zmartwychwstałego Chrystusa”. I właśnie ten odsuwający się kamień symbolizuje siłę ducha, która pokonuje materię, gdyż wcześniej istota ludzka wypełniła prawa kosmiczne [E. Cayce: „It is that breaking forth from the tomb (…) that indeed became the fullfilling of the law”]. Podczas zmartwychwstania, w ciele Chrystusa, które złożono do grobu, zaszły procesy umożliwiające transformację ciała fizycznego w ciało spirytualne. Dlatego ciało fizyczne zniknęło, a Jezus manifestował się od tego momentu już tylko jako Doskonała Istota Duchowa będąca czystym światłem i „wibracją miłości, miłosierdzia i sprawiedliwości”, którą mogli dostrzec tylko ci, którzy mieli odpowiedni poziom świadomości i wiary. (Monika: ” Zmartwychwstanie jest symbolem pokonania samego siebie i wyzwolenia z niższych aspektów swojego istnienia.”).

(Monika: „Można założyć tezę, że Chrystus w trakcie cierpienia na krzyżu stracił przytomność, a potem zapadł w stan głębokiej śmierci klinicznej. Dlatego ci, którzy przenosili go pod osłoną nocy z jednego grobu do drugiego, byli przekonani, że nie żyje. W stanie śmierci klinicznej dusza pozostaje związana z ciałem fizycznym tzw. srebrnym sznurem”. Dopóki nie dojdzie do jego zerwania, ciało żyje. Wygląda więc na to, że Jezus, który znał tajemnice funkcjonowania człowieka na wszystkich poziomach i całkowicie panował nad wszystkimi aspektami swojej jaźni (nauczył się tego w Indiach, a potem podczas Misteriów w Wielkiej Piramidzie w Gizie), świadomie wprowadził się w ten stan, obserwując własne ciało z boku. Kiedy nadszedł odpowiedni moment, czyli po przeniesieniu Jezusa do innego grobu, wrócił do swojego ciała i zainicjował proces transformacji wszystkich niższych ciał (fizycznego, emocjonalnego i mentalnego) w Ciało Świetliste. Już jako Istota Świetlista siłą woli odsunął kamień grobu. To żaden problem dla takich Wtajemniczonych Mistrzów jak Jezus Chrystus czy Mistrzowie Mądrości, którzy mają swoje klasztory wysoko w Himalajach, gdzie uczą się rzeczy niewyobrażalnych dla przeciętnego śmiertelnika (przykładem nieograniczonych możliwości człowieka może być również Gustavo Rol, którego opisałam w notce 39). I właśnie Chrystus przekazywał w swoich naukach i zademonstrował poprzez ukrzyżowanie i zmartwychwstanie, że takie cudowne możliwości ma każdy z nas! (We wpisie 50 przedstawiłam potencjał człowieka, który urzeczywistnia się poprzez uaktywnione w pełni parazmysły.”).

10) Po zmartwychwstaniu

Już podczas swoich kazań Jezus potrafił wywołać w słuchaczach stan ekstazy, a po ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu, wiara narodu w to, co mówił, stała się jeszcze silniejsza. Oddziaływanie spirytualnej siły Chrystusa było tak wielkie, że Jego uczniowie oraz inni wyznawcy Jego nauk  zaczęli nieść przesłanie Mistrza we wszystkich kierunkach świata, w tym do Rzymu, który stał się centrum działalności młodych chrześcijan. Wędrowali oni po Imperium Rzymskim i głosili przesłanie Chrystusa, mówiąc, że jest jeden Bóg, że wszyscy jesteśmy Jego dziećmi i że śmierć nie istnieje, bo dusza ludzka jest nieśmiertelna. Że powinniśmy się wszyscy nawzajem miłować i żyć ze sobą w pokoju.

Mąż Ruth, Rzymianin, który towarzyszył Jezusowi do Emaus (Wikipedia: „Według Biblii wioska znajdująca się w odległości 11 km od Jerozolimy.”), był świadkiem zmartwychwstania Chrystusa. Po tym wydarzeniu razem nieśli Dobrą Nowinę do różnych miejsc, m.in. do Antiochii, Aten  i Rzymu. Wcześniej, jeszcze przed śmiercią Chrystusa, obydwoje byli świadkami wskrzeszenia Łazarza, a Jezus krótko przed ukrzyżowaniem brał udział w ich ślubie i pobłogosławił ich. W Rzymie napotykali wielu ludzi, którzy byli głęboko poruszeni naukami Chrystusa, ale też i takich, którzy z tych nauk kpili.

zz1027 -

Obecnie Chrystus jest Istotą Duchową („A Spirit Entity”), która w każdej chwili może przybrać postać fizyczną na Ziemi, dokładnie w takim ciele, w jakim mieszkał, „kiedy widzieliście go odchodzącego z Galilei” w „Ciele, w którego formę się wcielił, które zostało ukrzyżowane na krzyżu, które powstało z grobu, które chodziło po morzu, które ukazało się Szymonowi, które ukazało się Filipowi [„The body that He formed, that was crucified on the cross, that rose from the tomb, that walked by the sea, that appeared to Simon, that appeared to Philip”.].

(Monika: „Takimi samymi umiejętnościami dysponuje zapewne Budda, inni prorocy, awatarzy, czy inne Istoty Świetliste, chociażby takie, jak Mistrzowie Mądrości.” Zmartwychwstanie Chrystusa ma być źródłem nadziei, siły i mobilizować do aktywnej pracy nad sobą, aby stać się doskonałą i szczęśliwą istotą. Dlatego doktrynę KK mówiącą o tym, że Chrystus umarł za nas na krzyżu i jako jedyny syn Boga odkupił nasze grzechy, uważam za szkodliwą. Poza tym, tak jak nauczał Chrystus wszyscy <jesteśmy dziećmi Boga>, a więc Jego synami i córkami. Również czynienie z Chrystusa przedmiotu adoracji nie przemawia do mnie. Sam Jezus przestrzegał przed czczeniem bogów i modleniem się do posągów.”).

(Monika:

„Kościół Katolicki w swoich dogmatach zaprzecza wszystkiemu, co przekazywał w swoich naukach Chrystus:

– KK: Chrystus jest jedynym synem Boga

Nie. Chrystus mówił, że wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi

-KK: Tylko przez Chrystusa można dotrzeć do Boga

Nie. Chrystus ostrzegał przed kapłanami jako pośrednikami. Mówił, aby szukać Boga we własnym sercu

— KK: Chrystus umarł za nasze grzechy na krzyżu  

Nie. Chrystus chciał pokazać, że sami, poprzez własny wysiłek musimy „ukrzyżować ” nasze niższe ego (=żądze, namiętności, negatywne emocje jak strach, nienawiść, zazdrość/ czyli „grzechy”), aby odnaleźć w sobie wieczne szczęście.

— KK mówi o ofierze z baranka

Chrystus skrytykował podczas swojego pobytu w Indiach składanie ofiar z jakichkolwiek żywych istot. 

Również ceremonię eucharystyczną praktykowaną przez KK uważam za sprzeczną z duchem przesłania Jezusa Chrystusa. Podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus ofiarował Bogu swoje ciało i krew  w tym sensie, że zrezygnował ze swojego fizycznego ciała i niższego ja (=ziemskiego ego) na rzecz krystalicznego ciała i Wyższego Duchowego Ja (=Ciało Świetliste, czyli Wyższa Świadomość), a ukrzyżowanie ciała fizycznego było tego demonstracją na poziomie fizycznej rzeczywistości (fizyczny = gęsta materia). Ostatnie spożycie przez Mistrza chleba i wina było aktem symbolicznym zapowiadającym ostateczną transformację na wszystkich poziomach – fizycznym, emocjonalnym, mentalnym i duchowym. Spożywanie przez wiernych chleba i wina, które są symbolami ciała i krwi Chrystusa, nie mają mieć na celu symbolicznego spożywanie ciała i krwi Chrystusa, aby w ten sposób się z Nim zjednoczyć i przyjąć Go w sercu (trochę przypomina to symboliczny… kanibalizm), lecz mają na celu oddanie swojego własnego ciała i krwi Bogu, tak jak uczynił to Chrystus.”)

/ O różnicy między Ciałem Świetlistym a krystalicznym ciałem piszę w notce 33/

W tym miejscu chcę również przypomnieć, że readingi Cayce’ego wyraźnie wskazują konkretne miejsca w Biblii świadczące o tym, iż idea inkarnacji stanowiła zasadniczą część pierwotnego chrześcijaństwa. A przecież to tylko resztki oryginalnego tekstu. Tego typu wskazówki znajdują się bowiem również w apokryfach. Również możliwe wydaje się to, że Kościół chrześcijański nie tylko usunął miejsca dotyczące inkarnacji , ale i te, które wspominały o owych 16 latach pobytu Chrystusa w Azji. W ten sposób stworzono system własnych dogmatów, który miał służyć zbudowaniu władzy i podporządkowaniu sobie świeckich władców.”). 

11. Przesłanie nauki Jezusa Chrystusa/ Słowo „Chrystus” jako symbol świadomości uniwersalnej

EC: „Słowo <Chrystus> oznacza Istotę o określonej świadomości uniwersalnej. Świadomość chrystusową osiąga się wtedy, jeśli każda komórka ciała fizycznego rezonuje ze świadomością Czystego Serca”. Życie to esencja Boga, a Jezus Chrystus symbolizuje przemianę człowieka Jezusa w Chrystusa – istotę duchową, której każdy fizyczny atom podporządkowany jest poprzez jej „wolę” wibracjom chrystusowym” (Monika: „E. Cayce często mówi w readingach o energiach i wibracjach. Wtedy o takim ciele mówimy, że jest niebiańskie [„celestial body”], dlatego mówi się „Ojciec Niebieski /ang. „celeste” = pol. „błękitny„/).

Jezus przyszedł po to, żeby zainspirować ludzi do szerzenia pokoju. Pokazywał, że aby osiągnąć pokój, człowiek musi oczyścić swoje serce poprzez generowanie w sobie wibracji miłości i radości [„The attuning of self to the high vibrations of love and life and joy is that which heals and keeps peace among men.”]

Zdanie Chrystusa „Kochajcie się wzajemnie” to silne energetycznie przesłanie, którego celem jest zmotywowanie człowieka do tego, aby wyrzucił z siebie samolubstwo, nienawiść i zazdrość, które rodzą strach i zastąpił miłością, radością i nadzieją.

Chrystus chciał przypomnieć człowiekowi o jego boskości i potędze ducha, która pochodzi od Boga, i pokazał do niej drogę powrotną w  swych naukach i przekazach. Przestrzegając jego rad człowiek może pokonać ego, które dzieli go od jego własnej boskości.

Ciekawe w tym kontekście jest również stwierdzenie Cayce’ego, że pojęcie nieba, to nie tylko stan duszy, ale „zawsze towarzyszące temu stanowi konkretne miejsce we wszechświecie, które z nim rezonuje”.

(Monika: „Przesłania Chrystusa, w których kluczową rolę odgrywa serce, są dzisiaj szczególnie aktualne ze względu na to, że 22.12.2012 rozpoczęła się Epoka Serca. Oznacza to, że od tego momentu czas, w którym narzędziem do zmiany rzeczywistości na lepszą były rewolucje, niszczenie, chaos i anarchia, bezpowrotnie minęły. Teraz, aby zmienić świat na lepsze i stać się wolnym od wszystkiego, co ciemięży i ogranicza, należy najpierw szukać wyzwolenia we własnym sercu ze wszystkiego, co negatywne i przez nas ogranicza. Kiedy zbiorowo dokonamy wyzwolenia od wewnątrz, wolność na zewnątrz i dobrostan pojawią się w naturalny, pokojowy sposób. Właśnie o tym mówił Chrystus w swoich kazaniach do ciemiężonych Izraelitów: nie nawoływał do buntu przeciwko cesarzowi, a do walki z własnym niedoskonałym wnętrzem, bo z niego wychodzi prawdziwa wolność. Wszyscy mamy potencjał do tego, aby stać się buddami i chrystusami, na wzór Buddy i Chrystusa, bo wszyscy pochodzimy z tego samego Źródła.”).

b42 - clipart Smily Face of Sun Flower

Monika: „Wśród krytyków religii chrześcijańskiej panuje przekonanie, że treści Pisma Świętego oraz doktryny ustanowione przez Kościół chrześcijański są jedynie zlepkiem i kopią innych systemów wierzeń. Nie zgadzam sie z tą opinią.  W Azji Chrystus poznał bramińskie i buddyjskie doktryny, które oczyścił z błędów i wzbogacił o dodatkową wiedzę, dokonując syntezy całej tajemnej wiedzy i formułując ją w prostym języku, przystępnym dla przeciętnego człowieka, a coś takiego wymaga najwyższego mistrzostwa duchowego! W Egipcie natomiast do końca zgłębił tajemnice egipskiego mistycyzmu oraz egipskich rytuałów i symboliki, które wywodzą się z ducha Atlantydy, i z których mocy  w odpowiedni sposób korzystał w ostatnich 3 latach.

Z drugiej strony twierdzenie wyznawców nauk Jezusa Chrystusa, że jest On jedyną właściwą drogą do Boga, jest wyrazem arogancji, gdyż tak nie jest. Dróg do Boga jest wiele i każdy ma prawo wybrać tą, która mu odpowiada najbardziej.  I wreszcie nie do przyjęcia jest szkalowanie Chrystusa, Buddy czy Mahometa. I mam nadzieję, że przynajmniej na czas Świąt Bożego Narodzenia na blogach zamilkną wszyscy ci, którzy tak niestrudzenie szkalują postać Chrystusa, a administratorzy stron wykażą minimum przyzwoitości i w tym okresie nie będą publikować artykułów czy komentarzy atakujących tego wspaniałego Mistrza i Duchowego Nauczyciela.”

Reklamy

14 thoughts on “80) JEZUS CHRYSTUS – życie i przesłanie: narodziny (6 stycznia), okres dzieciństwa w Palestynie, pobyt w Azji, misteria w Wielkiej Piramidzie w Egipcie, ostatnie 3 lata przed ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem (na podstawie buddyjskich manuskryptów i readingów E. CAYCE’EGO – Część 11.)

  1. Moni, pięknie dziękuję za spaniały art i przybliżenie nam wszystkim osoby Mistrza i Nauczyciela 🙂
    A korzystając z okazji – pragnę złożyć Tobie Kochana Monisiu oraz wszystkim czytającym ten blog najserdeczniejsze życzenia świąteczne –
    Nadziei – by nie opuszczała;
    Radości – by rozweselała;
    Miłości – by obrodziła;
    Dobroci – by zawsze była… ❤ 🙂

  2. Droga Małgosiu, dzięki serdeczne 🙂 ❤ 🙂 ❤

  3. dziekuje ze jestes 🙂

  4. Mysle ze powinnas zapoznac sie z Celtyckim Kosciolem Chrzescijanskim, ktory wnosi duzo do poznania zycia Jezusa i jego rodziny. W zasadzie jest to pierwszy kosciol chrzescijanski zalozony przez brata Jezusa Jakuba /rownoczesnie Apostola/ i jego zone Marie Magdalene w Anglii. Jak wspomnialas Jezus byl potomkiem krola Dawida zarowno ze strony matki jak i ojca, i sam byl Krolem Zydowskim. Herod ktory byl z pochodzenia Idumejczykiem, byl krolem zydowskim z nadania Rzymian. Zreszta jak mowi ewangelia Jakuba rodzice Marii byli bardzo bogaci, jej ciotka rowniez jako zona arcykaplana nie mogla byc biedna i musiala pochodzic ze znakomitego rodu.Tak ze to ze Jozef i Maria byli biedni to jest bajka. Jezus nie pochodzil z Nazaretu, Takiej miejscowosci w tym czasie w Palestynie nie bylo. W zwiazku z tlumieniem powstania Zelotow w latach 60 ne. Rzymianie spisali wszystkie miejscowosci znajdujace sie na terenie Palestyny, i takiej nie ma. Wedlug mnie to ze Eesenczykow nazywano w tym czasie Nazirenczykami i ich siedziby znajdowaly sie w rejonie wlasnie pozniejszego Nazaretu spowodowalo ze zaczeto mowic Jezus z Nazaretu. Napis na krzyzu mowil „Jezus Nazirenczyk Krol Zydowski” i tak jest to tlumaczone we wszystkich starszych wydaniach Biblii. Sprawa ukrzyzowania; tylko Rzymianie mieli prawo skazywac na smierc przez ukrzyzowanie i dotyczylo to tylko buntownikow, wiec ukrzyzowani wraz z Jezusem nie mogli byc zadnymi zlodziejami tylko przeciwnikami Rzymu.Zeloci , ktorzy wywolali powstanie w latach 60 ne.to bylo ramie zbrojne Nazirenczykow. A taka sprawa ewangelizacji Rzymu; po stlumieniu powstania Zelotow Rzymianie wywiezli do Rzymu jako jencow okolo 80 tys. pokonanych.Jak wykazaly badania prowadzone w Coloseum to wlasnie oni budowali to Coloseum. Tak ze w Rzymie znalazlo sie okolo 80 tys. wyznawcow lub wspolwyznawcow Jezusa Nazirenczyka. I to oni w czasach Nerona jeszcze raz sie buntujac spalili Rzym.

  5. W powyższej notce zaznaczyłam, że wzmianka w Wikipedii (Cyt.:” Pseudonaukowe rewelacje Notowicza pełne są anachronizmów, nie uwzględniają zupełnie faktu, że buddyzm dotarł do Tybetu dopiero w VII wieku, wobec czego Jezus nie mógł pobierać nauk w tamtejszych „klasztorach buddyjskich”.) nie jest zgodna z prawdą i wyjaśniłam dlaczego (nawiasem mówiąc, bardzo cenię sobie Wikipedię i chętnie z niej korzystam, a każdemu od czasu do czasu mogą zdarzyć się błędy przy pracy; nie myli się tylko ten, kto nic nie robi). Z kolei na Youtube można znaleźć filmik pana Piotra Listkiewicza (polski dziennikarz i pisarz mieszkający w Australii), w którym również wypowiada się na temat N. Notowicza i jego książki. Podaję link do filmiku, a pod nim fragment wypowiedzi pana Listkiewicza (w czasie od 1:58 do 4:19):

    „RELIGIA – KONSPIRACJA: JEZUS W INDIACH?”
    ” Uczeni są zdania, że poza samym faktem ukrzyżowania Jezusa wszystkie opowieści na temat życia Jezusa zostały zmyślone, najpierw przez ewangelistów, a następnie przez całe rzesze kościelnych edytorów. Nie mniej jednak ten 18-letni okres, o którym ewangeliści milczą, daje okazję do różnych spekulacji autorom sensacyjnych opowieści. Między innymi powstała wersja o pobycie w Indiach. Pod koniec XIX wieku pewien rosyjski dziennikarz, Nikołaj Notowicz, wydał reportażową książkę, w której opisuje swoją podróż do Tybetu. Podczas wycieczki górskiej złamał nogę i został przetransportowany do małego miasteczka Hemis, na granicy Tybetu z Indiami, gdzie kurował się w miejscowym klasztorze buddyjskim. Przeor klasztoru, wiekowy lama, pokazał mu bardzo starą dwutomową księgę zatytułowaną „Żywot świętego Issy”, mówiącą, że w Tybecie i w innych miejscach Indii przebywał przez 18 lat młody, ale bardzo mądry i uduchowiony Żyd o imieniu Issa, studiując buddyzm, braminizm i inne miejscowe religie, a następnie wrócił do Palestyny, nauczając kogo się dało po drodze. Notowicz skojarzył Issę z Jezusem i sensacyjna opowieść była gotowa. Reportaż zrobił furorę i Notowicz dobrze na nim zarobił, ale jeden z angielskich profesorów z uniwersytetu w Agra, Archibald Douglas, nie uwierzył i poświęcił parę miesięcy na zbadanie sprawy. Dotarł do miasteczka i odwiedził klasztor, po czym z pomocą tłumacza przeczytał na głos książkę Notowicza, ale przeor kogoś takiego nie pamiętał. Jak się później okazało Notowicz był w Hemis, ale w morawskiej misji leczył zepsuty ząb, a nie złamaną nogę i nigdy nie był w klasztorze. Przeor powiedział, że jest przeorem od 20 lat i nic nie wie o wspomnianej księdze w klasztornym księgozbiorze. Nie mógł rozmawiać z Notowiczem, bo nikt w klasztorze nie znał ani angielskiego ani rosyjskiego, a o jakimś Żydzie o imieniu Issa w ogóle nie słyszał. Przyparty do muru Notowicz przyznał się do mistyfikacji i potwierdził oficjalny raport zawierający zeznania profesora i lamy. Choć skompromitował się w kołach dziennikarskich, jego historia nadal krąży po świecie.”
    ..
    Niestety pan Listkiewicz przemilczał wiele istotnych rzeczy, a pewne fakty, które podał, nie do końca są zgodne z prawdą lub bardzo wątpliwe. Ponieważ od samego początku wypowiedź pana Listkiewicza wzbudzała moje wątpliwości, zadałam sobie trud i przeglądnęłam sporo stron internetowych w j.angielskim; oto, co udało mi się znaleźć:
    Wygląda na to, że posada profesora na uniwersytecie w Agra (Indie), o którym wspomina pan Listkiewicz, była fikcyjna. W angielskojęzycznej Wikipedii jest tylko bardzo krótka wzmianka na temat A. Douglasa: był profesorem angielskiego i historii w koledżu w Agrze i zasłynął głównie ze zdemaskowania nieprawdy, jaką rozpowszechniał Notowicz na temat buddyjskich manuskryptów. Urodzony w 1866, data śmierci nieznana. Był tutorem i przyjacielem Aleistera Crowleya. To wszystko (w polskojęzycznej Wikipedii nie ma nic). Z tego, co udało mi znaleźć w necie, w rzeczywistości A. Douglas mieszkał na stałe w Torquey (Anglia) i był nauczycielem sztuki oraz angielskiego. Oprócz tego należał do towarzystwa biblijnego, z którego po jakimś czasie został usunięty, bo stwierdzono, że nie nadaje się do funkcji tutora. Zanim jednak został usunięty, zaprzyjaźnił się ze swoim podopiecznym, którym był nikt inny, jak Aleister Crowley – okultysta i mistyk o niezrównoważonej osobowości, który później zajmował się czarną magią i nazywał siebie „Mistrzem Bestią”. Panowie zaprzyjaźnili się ze sobą, a A.Douglas pokazał Crowleyowi „uciechy picia, palenia, gry w karty i towarzystwa dziewcząt” (tak opisał to w swojej książce sam Crowley). Kiedy świat obiegła sensacja o pobycie Notowicza w Hemis i o buddyjskich manuskryptach, A. Douglas udał się sam do klasztoru w Hemis, aby zweryfikować te informacje, przeor klasztoru wszystkiemu zaprzeczył, a Douglas po powrocie, przedyskutowawszy wcześniej wszystko z Crowley’em, umieścił w „New York Times” prześmiewczy artykuł o Notowiczu. Nie znalazłam nigdzie żadnej wzmianki o tym, jakoby Notowicz, tak jak twierdzi pan Listkiewicz , został „przyparty do muru” i „przyznał się do mistyfikacji i potwierdził oficjalny raport zawierający zeznania profesora i lamy” (w ogóle samo określenie „zeznania lamy” są dziwne). Wręcz przeciwnie, tłumaczył, dlaczego Duoglas niczego się nie dowiedział: Otóż przeorzy klasztorów nie mają w zwyczaju dyskutować i udzielać informacji każdemu, kto ich odwiedzi. Dana osoba musi wzbudzić wystarczająco dużo zaufania, aby prowadzono z nią jakiekolwiek rozmowy. Jest wysoce prawdopodobne, że Douglas został odprawiony z kwitkiem.
    Wygląda więc na to, iż zranione ego i zły wpływ Crowley’a spowodowały, że rozpoczął oszczerczą kampanię, która miała całkowicie zdyskredytować Notowicza.
    Pan Listkiewicz twierdzi, że przeor powiedział, iż „nie mógł rozmawiać z Notowiczem, bo nikt w klasztorze nie znał ani angielskiego ani rosyjskiego”. Notowicz pisze w swojej książce, że miał ze sobą tłumacza, który na żywo tłumaczył z tybetańskiego to, co czytał mnich, a Notowicz wszystko zapisywał.
    Pan Listkiewicz pominął też kilka bardzo istotnych faktów. Otóż dość sporo osób po rozmowach z mnichami w klasztorze Hemis potwierdziło pobyt Notowicza ze złamaną nogą w klasztorze i to, że uzyskał dostęp do manuskryptów, oraz potwierdziło treść manuskryptów, którą zamieścił w swojej książce Notowicz. Do tych osób należą: Swami Abhedananda (napisał w j. bengalskim książkę o manuskryptach i życiu Chrystusa), Swami Trigunatitananda , Nicholas Roerich z synem, Mrs. Gasque (manuskrypty udostępnił mu lama Nawong Zangpo, E. Caspari (uzyskał wgląd w manuskrypty dzięki Nawong Zangpo) czy Henrietta Merrick i jeszcze parę innych osób. I rzeczywiście w misji morawskiej Notowicz również był i leczył zęba. Sprawdziło to kilka osób, które nie uwierzyły nawet w to, ze Nikołaj Notowicz w ogóle dotarł do Hemis.
    No i najistotniejszą dla mnie weryfikacją są readingi Cayce’ego, który nie tylko mówi o pobycie Jezusa Chrystusa w Azji, ale wymienia szczegółowo Jego mistrzów oraz objaśnia sens całego przedsięwzięcia.
    Cała sprawa, którą tu przedstawiłam, uczy jeszcze jednego: zawsze należy weryfikować wszelkie informacje poprzez porównywanie kilku źródeł!

    • „.. przeorzy klasztorów nie mają w zwyczaju dyskutować i udzielać informacji każdemu, kto ich odwiedzi. Dana osoba musi wzbudzić wystarczająco duże zaufanie, aby prowadzono z nią jakiekolwiek rozmowy. Jest wysoce prawdopodobne, że Douglas został odprawiony z kwitkiem.
      Zranione ego i zły wpływ Crowley’a spowodowały, że rozpoczął oszczerczą kampanię, która miała całkowicie zdyskredytować Notowicza…”

      Należałoby by może jeszcze dodać, że przeorzy klasztorów – bardziej chyba niż ktokolwiek inny – potrafią wejrzeć w ludzką duszę i ujrzeć motywy kierujące danym osobnikiem w zdobyciu cennej wiedzy, a przejrzawszy ich intencje… nie rzucają pereł przed wieprze… 😉

  6. Nie wiem dlaczego, ale jeśli chodzi o chrześcijaństwo, mimo że formalnie jestem nadal katolikiem, czułem od okresu dorastania, od początków moich poszukiwań jakiś wielki przekręt związany z tą religią. Zawsze kiedy brałem Biblię do ręki, w zasadzie był to jedynie Nowy Testament, nawet jeśli miałem na początku dobre intencje, to już po kilku przeczytanych stronach przychodziło zwątpienie, coś mi nie grało w tym wszystkim, czułem jedną wielką mistyfikację. Może być tu brak obiektywizmu, bowiem jak sądzę, większość moich wcieleń dotyczy innych religii, kultów, głównie chodzi o hinduizm, praktyki szamańskie, mogłem nawet być prześladowany z rąk inkwizycji, to wszystko może mieć wpływ na moją dzisiejszą postawę wobec chrześcijaństwa. Patrząc jednak, jak np w dzisiejszych czasach kreuje się świętych, chociażby Jana Pawła II, gdzie z powiedzmy z zaawansowanego duchowo człowieka, jak na świat chrześcijański, bo w skali światowej postać ta troszkę blednie, tworzy się istotę półboską, to budzą się pewne uzasadnione wątpliwości. Dobrym przykładem może być tu również Maryja, matka Chrystusa, która w Nowym Testamencie jest postacią raczej marginalną, nie naucza, nie czyni cudów, dla Chrystusa jest taką samą osobą jak każdy inny, o czym świadczy cytat:
    „Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.”
    Kościół jednak wykreował Maryję na Matkę Boską, teraz dopiero czyni cuda, objawia się wyznawcom, przepowiada przyszłość itd. Być może nieświadoma niczego nowotestamentowa Maryja nadal się wciela, rozwija poprzez kolejne inkarnacje, a z jej wizerunkiem związała się jakaś nadprzyrodzona siła o mocy uzdrawiania itp. Istnieje zatem podejrzenie, że podobnie mogło być z samym Chrystusem, zwykłego kaznodzieję ewangeliści mogli wykreować na Syna Bożego, czyniącego cuda, urodzonego przez niepokalane poczęcie itd. Historia wydarzyła się dwa tysiące lat temu, dzisiaj nie dowiemy się jak było naprawdę, w tamtych czasach nie było wścibskich mediów, które szybko weryfikują prawdę. Zresztą i dziś ciężko czasami coś zweryfikować. Weźmy na przykład zmarłego kilka lat temu hinduskiego guru Sathya Sai Babę, przez jednych uważanego za boga, kogoś na wzór Chrystusa, przez innych uważanego za oszusta, szarlatana, dobrego magika, który wykorzystując tradycyjne nauki hinduskich świętych tekstów w powiązaniu z magicznymi sztuczkami uwiódł dziesiątki milionów ludzi. Oczywiście nie rozstrzygam ani na tak, ani na nie, choć trochę podejrzanie wypada fakt, że Sai Baba przepowiedział swoją datę śmierci, której nie doczekał, zmarł kilka tal wcześniej niż to zaplanował. Jeśli w dzisiejszych czasach można zmanipulować tłumy, to co dopiero dwa tysiące lat temu, kiedy świadomość, inteligencja była na niższym poziomie. Co do różnych przekazów z duchowych światów, to różnie to bywa, jest masa różnych przekazów channelingowych, w stanie hipnozy itp, dotyczących różnych zagadnień, które się wzajemnie wykluczają, albo przynajmniej nie pokrywają, więc należy być ostrożnym, przy ocenianiu ich autentyczności. Ludzie związani z chrześcijaństwem po śmierci zabierają zawartość swoich umysłów w nową rzeczywistość, nadal są wierni swoim ideom, czasami tymi ideami chcą się dzielić ze światem żywych stosując chociażby takie narzędzia jak wspomniany channeling, te teorie nie koniecznie muszą być zgodne z prawdą historyczną, czasami jakieś przekłamanie może nawet mieć uzasadnienie, jeśli służy jakiemuś wyższemu celowi.
    Rozważyłem tu jeden z wariantów, jakąś hipotetyczną sytuację, nie twierdzę, że to co powyższe jest prawdą, zachęcam jedynie innych, by nie przyjmowali na hura pewnych teorii, ale przeanalizowali dokładnie za i przeciw. Ja osobiście wolę stać obok tego wszystkiego, nie wiązać swojego rozwoju duchowego z różnymi teoriami, których autentyczności nie można jednoznacznie potwierdzić.
    Mam nadzieję, że nie podciąłem Ci skrzydeł Moniko, po prostu w jednym z poprzednich żyć ktoś zwerbował mnie do swojej chorej ideologii, przez co dziś muszę prostować to, co narozrabiałem, dlatego w obecnym wcieleniu jestem bardzo ostrożny, nawet co do niewinnych, nieszkodliwych czasami teorii.
    Pozdrawiam!

    • Witaj, Darku 🙂
      – „Mam nadzieję, że nie podciąłem Ci skrzydeł Moniko (…)”
      Oczywiście, że nie. A każdy Twój komentarz na tym blogu to kolejna porcja Dobrej Energii. Napiszę więcej dzisiaj, późnym wieczorem.
      Pozdrawiam Cię 🙂

  7. Darek: „Nie wiem dlaczego, ale jeśli chodzi o chrześcijaństwo, mimo że formalnie jestem nadal katolikiem, czułem od okresu dorastania, od początków moich poszukiwań jakiś wielki przekręt związany z tą religią.”
    Monika: Ja z kolei nigdy nie byłam katoliczką ani formalnie ani mentalnie. W domu wychowywałam się w duchu ateizmu. Mimo to, odkąd pamiętam, zawsze interesowały mnie sprawy wiary i duchowości. Z biegiem czasu przestudiowałam wszystkie kierunki filozoficzne i religie, czytałam też sporo z zakresu psychologii i psychiatrii. Nigdzie nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, a było ich mnóstwo i miały dla mnie wagę wręcz egzystencjalną – chodziło o nie mniej jak znalezienie sensu istnienia i odnalezienia samego siebie (zresztą na temat wszystkich religii napisałam w artykule 79). Nowe horyzonty odsłoniły mi ezoteryka i teozofia. Po długich poszukiwaniach, przemyśleniach, obserwacji otoczenia i siebie samej, no i życiowych doświadczeniach znalazłam własną drogę, własną filozofię i indywidualne, od nikogo nie skopiowane spojrzenie na świat i życie.
    W poprzednim komentarzu zapewniłam Cię, że nie podciąłeś mi skrzydeł. Wynika to z dwóch rzeczy: mój światopogląd budowałam przez lata i ma on bardzo trwały fundament (w związku z tym szanuję poglądy innych, nie czując się zagrożona w swoich), a druga rzecz: mimo stabilnego światopoglądu zawsze swoim Wyższym Ja (nadświadomością) stoję ponad moim niższym ja (ego), a to oznacza, że jestem stale gotowa do weryfikacji tego, co czuję, myślę i co sobie wyobrażam, i ciągłej transformacji siebie we wszystkich aspektach. To powoduje, że obcy jest mi fanatyzm czy przekonywanie innych do swoich racji.
    Nie ukrywam, że rezonuję z readingami E. Cayce’ego dotyczącymi Jezusa Chrystusa. W tym miejscu podzielę się niezwykłym przeżyciem sprzed paru ładnych lat: przez wiele nocy, z powodu silnego stresu nie mogłam spać. Był to dla mnie ciężki okres. Pewnej nocy, gdy wreszcie udało mi się trochę przysnąć, miałam wspaniały sen-wizję: na tle przepięknego błękitnego nieba pojawiła się znikąd postać Chrystusa w białych szatach, który wędrował na tle tego wspaniałego błękitu. Doznania z tym związane było niezwykle silne: spokój, błogość, radość, lekkość, wszystko razem. Rano obudziłam się z nową energią, a ten wewnętrzny stan ze snu utrzymywał się jeszcze jakiś czas. A przecież nigdy wcześniej Jezus Chrystus nie był dla mnie jakimś szczególnym duchowym autorytetem, za którym bym podążała. Wręcz przeciwnie – uważałam Go właśnie za postać jeśli nie fikcyjną, to mocno wyidealizowaną i wypaczoną jednocześnie przez Kościół. Czytałam też o przypadkach osób, które z kolei śniły o Buddzie. Pewien holenderski artysta (już nie pamiętam nazwiska) stracił w wypadku obie nogi. Kiedy obudził się w szpitalnym łóżku po operacji i dotarło do niego, co się stało, chciał popełnić samobójstwo. Ale w nocy miał sen, w którym ukazał mu się złoty Buddha promieniujący niebiańskim spokojem. Po tym śnie ten mężczyzna wiedział już, że chce żyć. Wrócił do swojego zawodu i wykładał na uczelni, poruszając się w wózku inwalidzkim.
    ..
    Darek:”Patrząc jednak, jak np w dzisiejszych czasach kreuje się świętych, chociażby Jana Pawła II, gdzie z powiedzmy z zaawansowanego duchowo człowieka, jak na świat chrześcijański, bo w skali światowej postać ta troszkę blednie, tworzy się istotę półboską, to budzą się pewne uzasadnione wątpliwości.”
    Monika: Sadzę, że ludzie mają w ogóle tendencje do idealizowania określonych postaci i to nie tylko w sferze religijnej, ale również politycznej, artystycznej czy też w sporcie. Świadczy to chyba o ludzkiej potrzebie kreowania autorytetów i idoli z powodu swoich własnych słabości, niedoskonałości i niezadowolenia z własnego życia. Jednak im bardziej człowiek odnajduje w sobie Pełnię, tym coraz słabsza staje się w nim potrzeba szukania autorytetu na zewnątrz, którym mógłby się wesprzeć energetycznie (inspirować) lub po prostu urozmaicać swoje bezbarwne życie (i nie ma znaczenia, jak bardzo ktoś z zewnątrz próbuje poprzez wyrafinowaną manipulację skłonić człowieka do uwierzenia w nadprzyrodzony charakter określonej postaci). Z drugiej strony nikt nie staje się od razu doskonały i samowystarczalny, dlatego według mnie autorytety mogą być pomocne na określonych etapach życia, ważne jest to, żeby się nie zatracić i wiedzieć, kiedy należy odpuścić.
    ..
    Darek: „Weźmy na przykład zmarłego kilka lat temu hinduskiego guru Sathya Sai Babę, przez jednych uważanego za boga, kogoś na wzór Chrystusa, przez innych uważanego za oszusta, szarlatana, dobrego magika, który wykorzystując tradycyjne nauki hinduskich świętych tekstów w powiązaniu z magicznymi sztuczkami uwiódł dziesiątki milionów ludzi.”
    Monika: Rzeczywiście to bardzo kontrowersyjna postać. Ale nie ukrywam, że lubiłam czytać jego książki. Wiele z tego, co pisał, przemawiało do mnie! W jego tekstach jest w moim odczuciu wiele mądrości. Mnóstwo osób pisało o swoich doświadczeniach z nim i o tym, jak bardzo zmienił ich życie. To są na prawdę tysiące ludzi, którym pomógł! Tym bardziej to wszystko razem zadziwia, zastanawia… Ta mieszanka czystej duchowości i jednocześnie ludzkiej niedoskonałości… No cóż, nawet najwięksi mistrzowie upadają. Dopiero od bardzo wysokiego poziomu Mistrzostwa duchowy upadek jest praktycznie niemożliwy. Musi być niemożliwy, bo inaczej wszystko, co jest, byłoby jednym wielkim chaosem, anarchią i niepewnością.
    ..
    Darek: „Co do różnych przekazów z duchowych światów, to różnie to bywa, jest masa różnych przekazów channelingowych, w stanie hipnozy itp, dotyczących różnych zagadnień, które się wzajemnie wykluczają, albo przynajmniej nie pokrywają, więc należy być ostrożnym, przy ocenianiu ich autentyczności.”
    Monika: Też tak myślę! Sama staram się zachować zdrowy dystans do channelingów, ale i też nie zamykać się na nie do końca, bo od czasu do czasu pojawiają się wśród nich małe perełki.
    ..
    Darek: „Ludzie związani z chrześcijaństwem po śmierci zabierają zawartość swoich umysłów w nową rzeczywistość, nadal są wierni swoim ideom, czasami tymi ideami chcą się dzielić ze światem żywych stosując chociażby takie narzędzia jak wspomniany channeling,”
    Monika: Tu też myślę podobnie (zresztą wszyscy zabieramy ze sobą emocjonalno-mentalny potencjał). Dlatego autentyczni Mistrzowie, np. Mistrzowie Mądrości, o których wkrótce napiszę, wyraźnie podkreślają, że np. nie pojawiają się w żadnych seansach spirytystycznych. Natomiast inspirują, ale robią to w sposób dyskretny i anonimowy i zawsze z poszanowaniem wolnej woli człowieka!
    ..
    Darek: „zachęcam jedynie innych, by nie przyjmowali na hura pewnych teorii, ale przeanalizowali dokładnie za i przeciw.”
    Monika: W tym miejscu przyłączam się do Ciebie!
    ..
    Darek: „po prostu w jednym z poprzednich żyć ktoś zwerbował mnie do swojej chorej ideologii, przez co dziś muszę prostować to, co narozrabiałem, dlatego w obecnym wcieleniu jestem bardzo ostrożny, nawet co do niewinnych, nieszkodliwych czasami teorii.”
    Monika: Doskonale to rozumiem. Ja też musiałam w tym wcieleniu parę rzeczy ponaprawiać. Ale teraz jest już ok 🙂
    Serdecznie Cię pozdrawiam 🙂

  8. Nie zajmowałam się nigdy Księgą Urantii, ale zamieszczam tekst o osobowości Jezusa Chrystusa ze strony http://members.optusnet.com.au/pmjaworski/kuhumanizm.jezusdoskonala.html ,
    bo dokładnie tak wyobrażam sobie doskonałą ludzką osobowość, jaką każdy z nas jest w stanie w sobie rozwinąć:

    „JEZUS – OSOBOWOŚĆ DOSKONAŁA
    Jedną z największych radości mojego życia była możliwość poznania, poprzez Księgę Urantii, fascynującej postaci Jezusa. Ten Bóg-człowiek, którego jako dziecko poznałam poprzez skostniałe dogmaty instytucji religijnych, był tak obcy i tak daleki. Wielokrotnie czytając Biblię usiłowałam zobaczyć tę, tak ludzką jak i nadludzką istotę, w życiu codziennym, idącego w kurzu dróg Galilei, to znowu siedzącego w łodzi na Jeziorze Galilejskim. Zawsze coś uciekało, coś było trudno uchwytne , czegoś brakowało. Pozostawało wrażenie, że ma się w ręku opis niekompletny, że gdzieś w końcu powinien znajdować się pełen i wyczerpujący opis tak nauczania jak i postaci Jezusa. Nie chcę tutaj nawet sugerować, że opis poniższy, seria cytatów z Księgi Urantii, jest tą właśnie poszukiwaną prawdą. To kwestia przekonań osobistych. Zanim książka ukaże się w całości, warto zapoznać się z tymi kilkoma wybranymi cytatami, przedstawionymi poniżej.
    Małgorzata Jaworska
    Str. 1101,1102,1103 „Niewyczerpana życzliwość Jezusa poruszała serca ludzkie, lecz nieugięta siła jego charakteru zadziwiała jego wyznawców. Był naprawdę szczery; nie było w nim nic z hipokryty. Był wolny od sztuczności; był zawsze pokrzepiająco autentyczny. Nigdy nie poniżał się do udawania, nigdy nie uciekał się do zawstydzania. Żył prawdą, dokładnie tak jak jej nauczał. On był prawdą. Zmuszony był głosić swojemu pokoleniu zbawczą prawdę, nawet, kiedy taka szczerość czasami sprawiała ból. Był bezwarunkowo lojalny wobec wszelkiej prawdy.
    Jezus
    Poza tym Mistrz był tak racjonalny, tak przystępny. Był wyjątkowo praktyczny w całej swojej działalności, podczas gdy wszystkie jego plany charakteryzowały się uświęconym, zdrowym rozsądkiem. Był tak bardzo pozbawiony wszelkich dziwacznych, niekonsekwentnych i ekscentrycznych tendencji. Nigdy nie był kapryśny, grymaśny czy histeryczny. W całym jego nauczaniu i we wszystkim, co zrobił, zawsze była wyrafinowana roztropność połączona z nadzwyczajnym poczuciem stosowności – co wypada a co nie.
    Osobowość Syna Człowieczego zawsze była zrównoważona. Nawet jego wrogowie prawdziwie go szanowali; obawiali się nawet jego obecności. Jezus był nieustraszony. Był przepełniony niebiańskim entuzjazmem, ale nigdy nie bywał fanatyczny. Był ożywiony emocjonalnie, ale nigdy nie był niestateczny. Był obdarzony wyobraźnią, ale zawsze praktyczny. Otwarcie stawiał czoła realnościom życia, ale nigdy nie bywał nudny czy prozaiczny. Był odważny, ale nigdy nierozważny; rozważny, ale nigdy nie tchórzliwy. Był wyrozumiały, ale nie sentymentalny; unikalny ale nie ekscentryczny. Był pobożny, ale nie świętoszkowaty. A był tak bardzo zrównoważony, ponieważ był doskonale zintegrowany.
    Oryginalność Jezusa była niezmożona. Nie był związany tradycją czy ograniczony zniewoleniem zawężonej konwencjonalności. Mówił z niezachwianą pewnością i nauczał z absolutnym autorytetem. Jednak jego wspaniała oryginalność nie przeszkadzała mu w dostrzeganiu klejnotów prawdy w naukach jego poprzedników oraz jemu współczesnych. A najbardziej oryginalną jego nauką było położenie nacisku na miłość i miłosierdzie, w miejsce strachu i ofiar.
    Jezus miał wyjątkowo śmiałe poglądy. Napominał swych wyznawców, aby głosili ewangelię wszystkim narodom. Był wolny od zaściankowości. Jego wyrozumiałe serce obejmowało całą ludzkość, nawet wszechświat. Jego zaproszenie zawsze brzmiało: „Ktokolwiek zechce, pozwólcie mu przyjść”.
    Prawdziwie powiedziano o Jezusie, że „ufał Bogu”. Jako człowiek pomiędzy ludźmi, ufał najwznioślej Ojcu w niebie. Ufał swemu Ojcu jak małe dziecko ufa swemu ziemskiemu rodzicowi. Jego wiara była doskonała, jednak nigdy nie zarozumiała. Bez znaczenia jak okrutna mogła się wydawać natura, czy jak obojętny byłby jej stosunek wobec dobra człowieka na Ziemi, Jezus nigdy nie zachwiał się w swojej wierze. Był odporny na rozczarowania i nieczuły na prześladowania. Był niewzruszony wobec oczywistego niepowodzenia.
    Kochał ludzi jak braci a jednocześnie dostrzegał, jak różnią się oni we wrodzonych zdolnościach czy cechach nabytych. „Chodził, czyniąc dobrze”.
    Jezus był człowiekiem niezwykle radosnym, lecz nie był ślepym, bezmyślnym optymistą. Ciągle napominał: „Nie upadajcie na duchu”. Mógł zachowywać postawę tak pewną, ze względu na swe niezachwiane zaufanie pokładane w Bogu i niewzruszoną ufność w człowieka. Zawsze był wrażliwy i taktowny w stosunku do wszystkich ludzi, gdyż kochał ich i wierzył w nich. Mimo to zawsze był wierny swoim przekonaniom i imponująco niezmienny w swym oddaniu dla czynienia woli jego Ojca.
    Mistrz zawsze był szczodry. Ciągle powtarzał, że „bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać niż brać”. Powiedział: „Darmo wzięliście, darmo dawajcie”. A mimo całej tej swojej bezgranicznej szczodrości, nigdy nie był rozrzutny czy ekstrawagancki. Nauczał, że trzeba wierzyć aby otrzymać zbawienie. „Każdy, kto prosi, otrzyma”.
    Był bezpośredni, ale zawsze życzliwy. Powiedział: „Gdyby tak nie było, nie mówiłbym wam”. Mówił bez ogródek, ale zawsze był przyjacielski. Był szczery w swej miłości do grzesznika i w swej nienawiści do grzechu. Jednak przy całej tej zadziwiającej bezpośredniości był bezbłędnie sprawiedliwy.
    Jezus zawsze był radosny, pomimo, że czasem pił do dna puchar ludzkiego smutku. Nieustraszenie stawiał czoła rzeczywistościom życia a jednak był przepełniony entuzjazmem dla ewangelii królestwa. Jednak to on panował nad swym entuzjazmem, nigdy entuzjazm nie panował nad nim. Poświęcił się w pełni „sprawie Ojca”. Jego niebiański entuzjazm doprowadzał jego nie uduchowionych braci do wniosku, że jest obłąkany, ale przyglądający się temu wszechświat oceniał go jako model rozsądku i wzór najwyższego poświęcenia się śmiertelnika wysokim standardom życia duchowego. Jego kontrolowany entuzjazm był zaraźliwy; jego towarzysze zmuszani byli do podzielania jego niebiańskiego optymizmu.
    Ten człowiek z Galilei nie był człowiekiem smutku, był duszą radości. Zawsze mawiał: „Cieszcie się i radujcie”. Jednak, gdy obowiązki tego wymagały, nie wahał się kroczyć odważnie „doliną cienia śmierci”. Był radosny, ale jednocześnie pokorny.
    Jego odwaga dorównywała tylko jego cierpliwości. Gdy wywierano nań nacisk, aby działał przedwcześnie, odpowiadał tylko: „Moja godzina jeszcze nie nadeszła”. Nigdy się nie spieszył; jego opanowanie było majestatyczne. Jednak oburzał się często na zło, nie tolerował grzechu. Często bywał bardzo poruszony, gdy przeciwstawiał się temu, co szkodliwe dla dobra jego dzieci na Ziemi. Jednak jego oburzenie na grzech nigdy nie wywoływało gniewu na grzesznika.
    Jego odwaga była imponująca, ale nigdy nie bywał nieroztropny. Jego hasłem było: „Nie bójcie się”. Jego męstwo było podniosłe a jego odwaga częstokroć heroiczna. Ale odwaga jego połączona była z rozsądkiem i kontrolowana logiką. Była to odwaga zrodzona z wiary, nie lekkomyślność ślepych przypuszczeń. Był naprawdę odważny, ale nigdy zuchwały.
    Mistrz był wzorem czczenia. Jego modlitwa, nawet w czasach młodości, zaczynała się od słów: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje”. Był pełen szacunku nawet dla błędnych praktyk religijnych swych współbraci. Jednak to go nie powstrzymało od kwestionowania tradycji religijnych, czy ostrego występowania przeciw błędom ludzkich wierzeń. Był pełen czci dla prawdziwej świętości a przecież słusznie mógł zwrócić się do swych braci słowami: „Któż z was może mi dowieść grzechu?”.
    Jezus był wielki, ponieważ był dobry a mimo to bratał się z małymi dziećmi. Był delikatny i bezpretensjonalny w swym życiu osobistym a mimo to był doskonałym człowiekiem tego wszechświata. Jego towarzysze spontanicznie nazywali go Mistrzem.
    Jezus posiadał doskonale zjednoczoną osobowość ludzką. I dziś, tak samo jak w Galilei, wciąż jednoczy doświadczenie śmiertelników i koordynuje wysiłki ludzkie. Jednoczy życie, uszlachetnia charakter i upraszcza doświadczenie. Wnika w umysł ludzki, aby go wywyższać, zmieniać i przekształcać. Jest dosłowną prawdą: „Jeśli ktokolwiek ma w sobie Jezusa Chrystusa, jest nowym stworzeniem, to co dawne minęło, oto wszystko stało się nowe”.
    Str. 1562 „Inni apostołowie odnosili się do Jezusa z szacunkiem, ze względu na pewne szczególne i wybitne cechy jego doskonałej osobowości, ale Tomasz szanował Mistrza za jego wspaniale zrównoważony charakter. Coraz bardziej Tomasz podziwiał i szanował tego, który był tak łaskawie miłosierny a przecież tak bezwzględnie sprawiedliwy i bezstronny; bardzo stanowczy, ale nigdy nie uparty; tak opanowany, ale nigdy nie obojętny; tak pomocny i tak współczujący, ale nigdy nie wścibski czy dyktatorski; tak silny, ale jednocześnie tak delikatny; tak stanowczy, ale nigdy nie szorstki czy grubiański; tak delikatny, ale nigdy nie chwiejny; tak czysty i niewinny, ale jednocześnie tak męski, bojowy i pełen siły; tak prawdziwie odważny, ale nigdy nie szaleńczy czy nierozważny; tak wielki miłośnik przyrody, ale tak wolny od wszelkiej tendencji jej czczenia; tak pełen humoru i tak lubiący żartować, ale tak wolny od lekkomyślności i frywolności. To właśnie ta niezrównana symetria osobowości tak bardzo oczarowała Tomasza. Spośród Dwunastu, Tomasz prawdopodobnie najpełniej rozumiał intelektualnie i doceniał osobowość Jezusa”.
    Str. 1589 „Mistrz wykazywał wielką mądrość i przejawiał doskonałą bezstronność w całym swoim postępowaniu z apostołami i wszystkimi swoimi uczniami. Jezus prawdziwie był dla ludzi mistrzem; wywierał wielki wpływ na swoich współbraci ponieważ w swojej osobowości łączył urok z siłą. Jego surowe, koczownicze i bezdomne życie, cechował subtelny majestat. Był intelektualny powab oraz duchowa moc przyciągająca w jego autorytatywnym sposobie nauczania, w jego klarownej logice, sile rozumowania, w jego bystrej wnikliwości, czujności umysłu, w jego niezrównanym opanowaniu i subtelnej tolerancji. Był prosty, mężny, uczciwy i nieustraszony. Wraz z tymi wszystkimi fizycznymi i intelektualnymi czynnikami, przejawiającymi się w postawie Mistrza, istniały w nim także te wszystkie duchowe uroki jego jestestwa, które były związane z jego osobowością – cierpliwość, łagodność, delikatność i pokora.
    Jezus z Nazaretu miał naprawdę silną i dynamiczną osobowość; był intelektualną potęgą i duchową fortecą. Jego osobowość przemawiała nie tylko do duchowo nastawionych kobiet, znajdujących się wśród jego wyznawców, ale także do wykształconego intelektualisty Nikodema i do odważnego rzymskiego żołnierza, kapitana postawionego na straży przy krzyżu, który gdy skończył przyglądać się śmierci Mistrza, powiedział: „Prawdziwe, to był Syn Boży”. A krzepcy, surowi rybacy galilejscy, nazywali go Mistrzem.
    Wyjątkowo godne pożałowania są te obrazy, które przedstawiają Jezusa. Te malowidła, obrazujące Chrystusa, wywierają szkodliwy wpływ na młodzież; kupcy w Świątyni pewnie nie uciekaliby przed Jezusem, gdyby był on takim człowiekiem, jak go zazwyczaj przedstawiali wasi artyści. Jezus był pełen dostojnej męskości, był dobry lecz naturalny. Jezus nie pozował na łagodnego, słodkiego, delikatnego i poczciwego mistyka. Jego nauczanie było przejmująco dynamiczne. On nie tylko miał na myśli dobro, ale faktycznie chodził czyniąc dobro”.
    Str. 1609 „Mistrz był doskonałym wzorem ludzkiej samokontroli. Kiedy mu urągano, on nie urągał; kiedy cierpiał, nie wyrzekł słowa groźby przeciwko swoim dręczycielom; kiedy był wydany przez swoich wrogów po prostu powierzył siebie prawemu osądowi Ojca w niebie”.
    Str. 1671 „Najbardziej zadziwiającą i najbardziej rewolucyjną cechą misji Michała na Ziemi była jego postawa wobec kobiet. W czasach i w pokoleniu, gdy było przyjęte, że w miejscu publicznym mężczyzna nawet nie pozdrawiał własnej żony, Jezus, w związku z trzecią turą po Galilei ośmielił się wziąć ze sobą kobiety jako nauczycielki ewangelii. I miał bezprzykładną odwagę to zrobić w obliczu nauczania rabinicznego, które głosiło, że byłoby „lepiej aby słowa Prawa zostały spalone, niż miałyby być przekazane kobietom”. W jednym pokoleniu Jezus podźwignął kobiety ze stanu lekceważącego zapomnienia i trwającej wieki niewolniczej harówki. I jest rzeczą haniebną dla religii, która ośmieliła się przyjąć imię Jezusa, że w swojej późniejszej postawie wobec kobiet nie miała moralnej odwagi pójść za jego szlachetnym przykładem.
    Gdy Jezus obracał się między ludźmi, zauważali oni, że był zupełnie wolny od przesądów tamtych dni. Był wolny od religijnych uprzedzeń; nigdy nie był nietolerancyjny. W jego sercu nie było niczego, co przypominałoby antagonizmy społeczne. Chociaż przestrzegał tego, co dobre w religii ojców, nie wahał się lekceważyć sztucznych tradycji, wyniku przesądów i niewoli. Ośmielał się nauczać, że katastrofy, wypadki czasu i inne tragiczne zdarzenia, nie są dopustami z Bożych wyroków czy tajemniczymi zrządzeniami Opatrzności. Potępiał niewolnicze poświęcanie się nic nie znaczącym obrzędom i demaskował fałszywe rozumowanie kultu materialistycznego. Śmiało głosił duchową wolność człowieka i ośmielał się nauczać, że śmiertelnicy żyjący w ciele są faktycznymi i prawdziwymi synami żywego Boga.
    Jezus przewyższył wszelkie nauki swoich poprzedników, kiedy śmiało zamienił czyste ręce na czyste serce, jako znak prawdziwej religii. Rzeczywistość postawił w miejsce tradycji i wymiótł wszelkie aspiracje próżności i hipokryzji. A jednak, ten nieustraszony człowiek Boży nie dawał upustu destrukcyjnemu krytycyzmowi czy przejawom krańcowego lekceważenia religijnych, społecznych, ekonomicznych i politycznych zwyczajów tamtego czasu. Nie był agresywnym rewolucjonistą, był postępowym ewolucjonistą. Zajmował się niszczeniem tego, co było tylko wtedy, kiedy równocześnie oferował swoim współbraciom rzecz wyższą, która powinna być.
    Jezus1
    Jezus nie wymagał posłuszeństwa od swoich zwolenników, ale je miał. Tylko trzech ludzi, których powołał osobiście, odmówiło jego zaproszeniu do zostania jego uczniami. Roztaczał osobliwą moc, kóra przyciągała ludzi, ale nie był dyktatorski. Przewodził pewnie i nikt nigdy nie czuł się urażony wydawanymi przez niego poleceniami. Sprawował absolutną władzę nad swoimi uczniami, ale nikt nigdy się nie sprzeciwił. Pozwolił swoim wyznawcom nazywać siebie Mistrzem.
    Mistrz był podziwiany przez wszystkich, którzy go spotkali, za wyjątkiem tych, którzy żywili głęboko zakorzenione religijne uprzedzenia lub tych, którzy uważali, że dostrzegli polityczne niebezpieczeństwo w jego nauce. Ludzie byli zdumieni oryginalnością i autorytatywnością jego nauczania. Podziwiali jego cierpliwość w postępowaniu z zacofanymi i natrętnymi ludźmi, zadającymi pytania. Bali się go tylko ci, którzy go nie spotkali a znienawidzony był tylko przez tych, którzy uważali go za orędownika tej prawdy, której przeznaczeniem było obalenie zła i błędów, jakie oni zdecydowali się zachować w swych sercach za wszelką cenę.
    Wywierał wielki i szczególnie fascynujący wpływ, zarówno na przyjaciół jak i na wrogów. Tłumy mogły iść za nim tygodniami, tylko po to, żeby usłyszeć jego łaskawe słowa i zobaczyć jego proste życie. Oddani mu ludzie, mężczyźni i kobiety, kochali Jezusa nadludzkim niemalże uczuciem. Im lepiej go poznawali, tym bardziej go kochali. I wszystko to jest prawdą; nawet dzisiaj i we wszystkich przyszłych epokach, im bliżej będzie człowiek poznania tego Boga-człowieka, tym bardziej będzie go kochać i za nim podążać”.
    Str. 1674 „To czego Jezus nauczał o zrównoważonym charakterze, nie wywarło takiego wpływu na jego towarzyszy, jak fakt, że jego własne życie było tak wymownym przykładem jego nauki. Żył pośrodku stresu i burzy lecz nigdy się nie zachwiał. Jego wrogowie wciąż szykowali mu pułapki, ale go nigdy nie usidlili. Mędrcy i uczeni usiłowali go zwieść, ale on nie pobłądził. Usiłowali go uwikłać w dyspucie, ale jego odpowiedzi były zawsze oświecające, dostojne i ostateczne. Kiedy przerywano mu dyskusję rozlicznymi pytaniami, jego odpowiedzi były zawsze znamienne i decydujące. Nigdy nie uciekał się do niegodziwych taktyk, będąc pod stałym naciskiem swoich wrogów, którzy nie wahali się stosować wszelkiego rodzaju fałszywych, nierzetelnych i niecnych metod ataku na niego”.
    Str. 1874, 1875 „Jezus siał otuchę wszędzie gdzie poszedł. Był pełen łaski i prawdy. Jego towarzysze nigdy nie przestawali się dziwić łaskawym słowom, które płynęły z jego ust. Możecie kultywować łaskawość, ale miłosierdzie jest aromatem życzliwości, który emanuje z przesyconej miłością duszy.
    Dobroć zawsze wzbudza szacunek, ale kiedy pozbawiona jest łaski, często odpycha uczucie. Dobroć przyciąga powszechnie jedynie wtedy, kiedy jest łaskawa. Dobroć odnosi skutek tylko wtedy, kiedy pociąga.
    Jezus naprawdę rozumiał ludzi; dlatego też mógł przejawiać prawdziwą życzliwość i okazywać szczere współczucie. Rzadko jednak ulegał litości. Podczas kiedy współczucie jego było bezgraniczne, jego życzliwość była praktyczna, osobista i konstruktywna. Jego obycie z cierpieniem nigdy nie zrodziło obojętności i potrafił służyć udręczonym duszom bez pomnażania ich litości nad samymi sobą.
    Jezus mógł tak bardzo pomagać ludziom dlatego, że kochał ich tak szczerze. Naprawdę kochał każdego mężczyznę, każdą kobietę i każde dziecko. Mógł być tak oddanym przyjacielem, ponieważ posiadał niezwykłą wnikliwość – wiedział dokładnie, co znajduje się w sercu i umyśle człowieka. Był dociekliwym i przenikliwym obserwatorem. Był mistrzem w rozumieniu ludzkich potrzeb, inteligentnie dostrzegał ludzkie pragnienia.
    Jezus nigdy się nie spieszył. Zawsze miał czas pocieszać swych bliźnich „gdy przechodził obok”. Jego przyjaciele nigdy nie czuli się skrępowani. Był ujmującym słuchaczem. Nigdy nie zajmował się wścibskim zgłębianiem dusz swoich towarzyszy.
    Kiedy pocieszał głodne umysły i służył spragnionym duszom, adresaci jego miłosierdzia nie czuli, że spowiadają się przed nim, ale jak gdyby naradzali się z nim. Ludzie mieli do niego bezgraniczne zaufanie, ponieważ widzieli, że pokładał w nich tak wiele wiary.
    Jezus nigdy nie sprawiał wrażenia, że jest ciekawy ludzi i nigdy nie okazywał chęci kierowania nimi, rządzenia czy korygowania ich. Rozbudzał głęboką wiarę we własne siły i bezprzykładną odwagę u wszystkich tych, którzy mieli możliwość z nim przebywać. Kiedy uśmiechał się do człowieka, śmiertelnik taki czuł, że ma większe możliwości rozwiązywania swoich złożonych problemów.
    Jezus kochał ludzi tak bardzo i tak mądrze, że nigdy nie wahał się być dla nich surowy, kiedy okoliczność wymagała takiego karcenia. Często gdy zabierał się do pomagania człowiekowi, zwracał się o pomoc do niego samego. W ten sposób ożywiał jego zainteresowanie i apelował do tego, co lepsze w ludzkiej naturze.
    Mistrz potrafił dostrzec zbawczą wiarę w pospolitym przesądzie kobiety, która szukała uzdrowienia przez dotknięcie jego szaty. Zawsze był gotów i skłonny przerwać kazania, czy przetrzymać tłumy, kiedy służył potrzebom jednostki, nawet małemu dziecku. Wielkie rzeczy zdarzały się nie tylko dlatego, że ludzie mieli wiarę w Jezusa, ale również dlatego, że Jezus tak bardzo w nich wierzył.
    Większość naprawdę ważnych rzeczy, które Jezus powiedział czy zrobił, wyglądała na zdarzenie przypadkowe, następujące, „gdy przechodził obok”. Tak mało było profesjonalizmu, starannego planowania czy przemyśleń w ziemskiej służbie Mistrza. Rozdawał zdrowie i szerzył radość naturalnie i wdzięcznie, tak jak szedł przez życie. Było dosłowną prawdą, że „chodził, czyniąc dobrze”.
    I dobrze by było, gdyby wyznawcy Mistrza, we wszystkich epokach, uczyli się służyć gdy „przechodzą obok” – czynić bezinteresownie dobro, tak jakby właśnie zajmowali się swoimi codziennymi sprawami”.”

  9. Tutaj czytam, że Jezus urodził się 6 stycznia. Z kolei z moich szerokich dedukcji w tej kwestii wyszukałem informację mówiące, że był to 21 sierpień 7 roku p.n.e. Maria urodziła chłopczyka, z pomocą i życzliwą posługą kobiet, towarzyszek podróży. Jezus z Nazaretu przyszedł na świat, został zawinięty w odzież, którą Maria zabrała ze sobą na taką ewentualność i położony w pobliskim żłobie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s