esencja życia

Życie to nie dar lecz odwieczne prawo. Byliśmy, jesteśmy i będziemy.

1) Prawdziwe szczęście – duchowa przemiana młodego mężczyzny

51 Komentarzy

Kilka lat temu znalazłam na  http://www.spojrzenie.com.pl  tekst, w którym młody mężczyzna, Andrzej, opisuje swoją drogę do prawdziwego szczęścia. Sądzę,że warto go opublikować jeszcze raz. Andrzeju, gdziekolwiek teraz jesteś – dzięki za to, że podzieliłeś się swoimi doświadczeniami! Oto ten tekst:

wielkanocna_tapeta_z_barankami

„Przebyłem długą drogę, żeby dotrzeć do miejsca, które tak naprawdę od zawsze było na wyciągnięcie ręki, szukałem szczęścia nie zdając sobie sprawy czym ono w ogóle jest, pragnąłem kochać i być kochanym nie mając pojęcia czym jest prawdziwa miłość…
Najbardziej istotną kwestią w tym wszystkim jest to, iż ja sam komplikowałem sobie życie, czyniąc tym samym swoją drogę dłuższą, niezwykle krętą i wyboistą. Nie słuchałem głosu swej duszy, wręcz zagłuszałem go gdy tylko próbował mi coś powiedzieć. Bałem się, gdyż lęk przed tym co nowe, nieznane i w żaden sposób nie pasujące do otaczającej rzeczywistości był po prostu silniejszy. Starałem się funkcjonować w ramach narzuconych przez otoczenie uznając wszystko co mi wpajano za obowiązującą prawdę. Stopniowo jednak pojawiało się coraz więcej pytań, które pozostawały bez odpowiedzi, budząc tym samym coraz więcej wątpliwości, wyruszyłem więc na poszukiwanie…
Najwięcej odpowiedzi znalazłem w książce „Przebudzenie”, ale ponownie dał o sobie znać lęk, mimo początkowego entuzjazmu, nie byłem w stanie spojrzeć na rzeczywistość oczyma De Mello, wystraszyłem się i zaprzestałem szukania. Wielokrotnie wracałem do tego o czym pisał, ale zawsze pozostawałem w świecie iluzji, odczuwając w ten sposób pozorne bezpieczeństwo. Zacząłem sobie układać życie odsuwając na dalszy plan aspekt rozwoju duchowego, jednakże nadszedł moment w którym moje „poukładane i szczęśliwe” życie legło w gruzach. Odeszła ode mnie kobieta, która teoretycznie kochała mnie bezgranicznie, z którą miałem spędzić resztę życia, skomplikowała się sytuacja w pracy, stopniowo z każdym dniem nasilało się uczucie zwątpienia we wszystko. Po raz pierwszy doświadczyłem na własnej skórze iluzoryczność otaczającej rzeczywistości.

..green3

Zaczęło do mnie docierać, że widziałem to co chciałem widzieć, miłość myliłem z zauroczeniem, szczęście z zaspokajaniem pojawiających się potrzeb. Kiedy opadały kolejne kurtyny, zderzenie z zarysem prawdziwej rzeczywistością bolało coraz bardziej, głównie dlatego że wszystkie przekonania, którymi kierowałem się w moim dotychczasowym życiu okazywały się złudne i rozpadały się jak domki z kart.

Musiałem przyznać się przed samym sobą, że w dotychczasowych związkach kochałem wizje drugiej osoby, jaką sobie sam tworzyłem, karmiłem się słowami, nie docierało do mnie, że prawdziwe uczucie nie ma nic wspólnego z ilością wypowiedzenia pustego słowa „kocham Cię” i tym podobnych. Lęk przed samotnością nie pozwalał widzieć drugiej osoby taką jaką jest naprawdę, pomagał tworzyć iluzje, żeby tylko z kimś być. Chciałem dopasować się do „obowiązujących” schematów, najpierw studia, „dobra praca”, mieszkanie, małżeństwo, dzieci i byłem już od takiej „pełni szczęścia” o krok, a tu nagle dociera do mnie, że uczucie osoby, która miała zostać moją żoną nie ma nic wspólnego z miłością. Moja praca z jednej strony zaspokajała potrzeby materialne, ale z drugiej niosła za sobą ogromny stres, który wykraczał poza sferę zawodową, zabierał większość mojej energii, pracowałem dla bezpieczeństwa finansowego nie czując się spełniony. Nie potrafiłem niczego ogarnąć, depresja się pogłębiała, nie wiedziałem co mam zrobić, myślałem nawet nie jednokrotnie, że lepiej mi było w świecie swoich iluzji, frustracja wewnętrzna narastała, stwierdziłem, że potrzebuję pomocy.

Przypomniałem sobie, że kiedyś koleżanka wspominała mi o osobie, jak to określiła, z niezwykle pozytywną energią, która pomogła jej przyjaciółce. W ten sposób trafiłem do Iwony, dzięki której utwierdziłem się w wewnętrznym przekonaniu, że mimo lęku, jestem na właściwej drodze. Po raz pierwszy w życiu miałem styczność z Tarotem i nie ukrywam byłem pod ogromnym wrażeniem, że wszystko to co z niego wyczytała było zgodne z tym co jest we mnie. Stopniowo uspokajałem się wewnętrznie, choć nie było to łatwe, byłem pełen wszelkiego rodzajów lęków. Otrzymałem wskazówki jak mogę uświadomić sobie z czego wynikają, miałem zapisywać codziennie stronę ze zdaniem

„.. idę przez życie świadomie i z entuzjazmem.”

a po drugiej stronie notować spostrzeżenia dotyczące tego co stoi temu na przeszkodzie. Nie ukrywam, że zapisałem na stronie kilkanaście razy powyższe zdanie i na tym poprzestałem bo nic mi do głowy nie przyszło. Usłyszałem wówczas, że muszę być cierpliwy i robić to codziennie przez 2 tygodnie, więc zacząłem od nowa. Po dwóch dniach stopniowo pojawiały się pierwsze wnioski, to również przerosło moje najśmielsze oczekiwania, po 2 tygodniach wypisałem wszystkie źródła lęków. Okazały się to być rzeczy o których nie chciałem myśleć, które wypierałem ze świadomości, ale one wcale nie zniknęły, wręcz odwrotnie, nabrały siły w podświadomości.

brylant

Było mi już łatwiej, przede wszystkim dlatego, że miałem już świadomość z czego wynikają moje obawy blokujące rozwój. Przestawałem się bać, ale zastanawiałem się coraz częściej czy ktoś jeszcze oprócz mnie też poszukuje swojej drogi. Nie czekałem długo , na odpowiedź, na mojej drodze pojawiła się koleżanka, która doskonale mnie rozumiała bo była na dalszym etapie. Czułem się coraz lepiej a pewnego dnia na moje gg przyszła wiadomość „joł” zdziwiłem się bo zawsze jestem niewidoczny i mój numer zna tylko garstka osób, odpisałem, ale nikt się nie odezwał zapisałem więc go do kontaktów.

Pewnej nocy nie mogąc zasnąć włączyłem komputer, zobaczyłem, że jak go nazwałem „joł” jest dostępny. Okazało się, że napisał do mnie przypadkiem bo pomylił ostatnią cyfrę numeru, był moim rówieśnikiem przebywającym za granicą, który podobnie jak ja szuka swojej drogi, było to naprawdę coś zadziwiającego. Nie znaliśmy się a pisaliśmy ze sobą ponad 3 godziny o swoich spostrzeżeniach dotyczących wszystkiego co nas otacza. Odzyskiwałem wewnętrzny spokój bo przekonałem się na własnej skórze, że jeżeli jesteś na drodze rozwoju, kiedy zaczynasz żyć w zgodzie ze samym sobą , przeciwności znikają i często przyciąga się osoby, które okazują się być pomocne w późniejszym etapie.

Odszedłem z pracy, na horyzoncie pojawiła się wizja własnej działalności, wszystko zaczęło się układać jak nigdy przedtem. Zacząłem czytać o rozwoju duchowym, jakie było moje zdziwienie, kiedy zacząłem uświadamiać sobie, że artykuły na które trafiam to jakby zapisany przekaz mej duszy, który tak zagłuszałem, nagle zrozumiałem że wszystkie odpowiedzi są we mnie, że wystarczy wsłuchać się w głąb samego siebie. Zacząłem podróż do swojego wnętrza, coraz bardziej wyciszałem się i otrzymywałem coraz więcej odpowiedzi, które układały się w logiczną całość. Często zadawałem sobie pytanie zasypiając i budziłem się z odpowiedzią było to coraz bardziej fascynujące.

fwefwgergerg

Szczególnie utkwiła mi jedna noc kiedy obudziłem się w nocy z uśmiechem na ustach i patrzyłem na cudowne światło,które pojawiło się jakby koło mnie i zasnąłem ponownie.

Z entuzjazmem opowiadałem o wszystkim Iwonie, która ze stoickim spokojem przybliżała mi co pewne rzeczy oznaczają…
Z upływem czasu moje życie zaczęło nabierać sensu, stopniowo odnajdywałem się na nowo, ale odczuwałem wewnętrzną pustkę, nie byłem w stanie określić czym jest spowodowana. Z początku myślałem, że może to wszystko dzieje się za szybko, że trudno odciąć się od tego w czym funkcjonowało się przez tyle lat, przewartościować całe swoje życie, ale to nie było to. W pewnym momencie czułem jakbym zabrnął w ślepy zaułek, niby wszystko wokół mnie się układało, ale coś wewnątrz było nie tak, poddałem się więc hipnozie….

Było to coś czego nie można opisać, byłem w innym świecie, ale odpowiadałem na pytania tak jakby to było tu i teraz. Czułem łzy cieknące mi po policzkach, opowiadałem ze szczegółami to co widzę, najbardziej utkwiła mi maska… poczułem przeszywający lęk, powtórzyłem za Iwoną kilka zdań i czułem jak ogarnia mnie ciepło, niespotykany wcześniej wewnętrzny spokój, na mojej twarzy pojawił się uśmiech, coś się odblokowało … Ujrzałem cudowne wizje i w takim błogim stanie obudziłem się, nie potrafiłem jednak zrozumieć dokładnie tego co zobaczyłem… Wróciłem do domu, tej nocy wydarzyło się coś czego nie potrafię wyrazić słowami, bo tego nie można w żaden sposób określić to trzeba poczuć wiedziałem już co oznaczają wizje które zobaczyłem podczas hipnozy, zrozumiałem czym jest szczęście, miłość, otworzyłem oczy, żeby zobaczyć rzeczywistość taką jaką jest naprawdę, i to co najważniejsze ta harmonia duszy a wszystko inne przestaje mieć znaczenie …”

…………………………………….

l6

Moc myśli, emocji i słów:

http://kolorowywiatr.wordpress.com/2013/07/20/moc-slow/

Oto, jak wygląda prawdziwa miłość między partnerami:

http://kolorowywiatr.wordpress.com/2013/09/22/nie-ma-milosci-bez-wolnosci/

Reklamy

51 thoughts on “1) Prawdziwe szczęście – duchowa przemiana młodego mężczyzny

  1. Wygląda na to, że trzeba mieć dużo odwagi i determinacji, żeby stac się prawdziwie szczęśliwym. Większości chyba na to nie stać. Troche zazdroszczę temu Andrzejowi .

    • Znalezienie prawdziwego szczęścia wymaga czasu i wyrzeczeń, ale kiedy już je znajdziemy, okazuje się, że to, z czego z z takim trudem zrezygnowaliśmy, było tylko namiastką autentycznego szczęścia i nie tylko nie miało większej wartości, ale wręcz stanowiło przeszkodę w znalezieniu tego trwałego szczęścia, szczęścia przez duże S.

  2. http://www.opoka.org.pl/biblioteka/M/MR/codziennosc.html

    Święta Faustyna pokazała nam drogę do szczęścia. Swoim zapałem pociągnęła wielu, by wyruszyli na poszukiwanie tego, co w życiu najważniejsze.

  3. A ja mnie sie cos tak wydaje ze szczęscie jest ulotne przychodzi i odchodzi kiedy chce. W życiu piękne sa tylko chwile.

  4. Historia tego Andrzeja robi wrażenie, pytanie tylko ile jest wśród nas takich jak ten młody człowiek. Dzisiaj jednak większość goni za pieniądzem i w pieniądzach odnajduje spełnienie. Do tego dochodzi presja środowiska. Trudno sie jej oprzeć. ale oczywiście nie chcę tu nikomu odbierać optymizmu. Oby takich jak Andrzej było coraz więcej. Na pewno fajnie czyta się takie historie, nawet jeśli samemu nie ma sie tyle w sobie tyle zdecydowania. Pozdrawiam

  5. Piękna i inspirująca historia. Pozdrawiam ❤

  6. Witam! Sympatycznie tu u Ciebie, miła stronka. Pozdrawiam

  7. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy szukają szczęścia lub stali się szczęśliwcami. Prawdziwe szczęście oznacza pokój. ❤

  8. I ja przechodziłam podobną drogę. Musiałam wszystko przewartościować ale warto było. Prawdziwego szczęścia nie da się kupić za pieniądze. Pozdrawiam 🙂

  9. Do prawdziwego szczęścia wiedzie długa i kręta droga. Rzadko jest ono na wyciągnięcie ręki. Życzę wytrwałości wszystkim którzy go szukają 🙂

  10. Wspaniała inspirująca historia:) Dobrze wiedzieć że człowiek nie jest sam w poszukiwaniu swojego szczęścia które różni się od celu większości ludzi. Pozdrawiam

  11. Piękna historia, robi wrażenie i dodaje odwagi. Mam na myśli siebie bo właśnie coś takiego przechodzę. Pozdrawiam szczególnie tych co szukają i czasami wątpią 🙂

  12. Bardzo pokrzepiająca historia Dziękuję ❤

  13. Coraz więcej osób budzi się i szuka prawdziwego szczęścia. Andrzej jest wspaniałym pzrykładem. Piękna historia 🙂

    • Witaj, Janka 🙂 Też byłam pod wrażeniem, gdy po raz pierwszy przeczytałam ten artykuł. Dlatego go zamieściłam. Jest także niezwykle autentyczny i przekonujący. Czytając tekst, odnosi się wrażenie, że ani jedno słowo nie jest na pokaz, nie jest pzresadzone. Wszystko jest szczere i prawdziwe…
      Pozdrawiam 🙂

  14. Witaj Moniko, czy masz może namiar do tej pani Iwony?

    • Witaj, Julka 🙂
      Niestety nie mam. Artykuł ukazał się jeszcze przed 2012 rokiem. Również podana przeze mnie strona od tamtego czasu całkowicie zmieniła swoje oblicze, tak że nawet niemożliwe jest w tej chwili odnalezienie tej historii w pierwotnej oprawie internetowej…
      Serdecznie Cię pozdrawiam 🙂

  15. Witaj, Julka, ponownie 🙂 Jesteś dojrzałą duszą i masz bardzo pozytywną osobowość, czuję to na odległość. Podejrzewam, że nie dowiedziałbyś się więcej, aniżeli sama już wiesz. Serdecznie Cię pozdrawiam 🙂 🙂

  16. Moją pierwszą książką o tematyce rozwoju duchowego również było „Przebudzenie”, tyle że panu Andrzejowi udało się porzucić tę iluzoryczną rzeczywistość i obudzić się, a ja dalej szukam. Czasem wydaje mi się że zrobiłam krok w dobrym kierunku na ścieżce mojego rozwoju, a innym razem są to dwa kroki wstecz w złą stronę. Przed snem zadaję pytania, ale nie otrzymuję po przebudzeniu na nie odpowiedzi. Co chwilę czytam, że ktoś zaczął duchowy rozwój i po kilku medytacjach już udało mu się skontaktować z przewodnikiem duchowym albo we śnie otrzymuje wskazówki lub na jawie czytelne znaki, a ja nic. Może mam jakieś blokady albo… nie mam Anioła Stróża. Pan Andrzej miał chociaż pomoc pani Iwony…ech powodzenia wszystkim jeszcze szukającym.

    • Witaj, Anno 🙂
      Myślę, że wszyscy bez wyjątku mamy większe lub mniejsze blokady. Jestem również przekonana, że też każdy bez wyjątku ma swojego Anioła Stróża i swojego Duchowego Przewodnika. Bez ich pomocy i nieskończonej miłości nie bylibyśmy w stanie robić jakichkolwiek postępów.
      Natomiast to, czym wszyscy, też bez wyjątku, się różnimy, to indywidualność i niepowtarzalność ścieżki duchowej każdego z nas. DLATEGO NIGDY NIE NALEŻY PORÓWNYWAĆ SIĘ POD TYM WZGLĘDEM Z INNYMI. A JEŚLI PRZYCHODZĄ MOMENTY ZWĄTPIENIA, TO TRZEBA JE SZYBKO PRZEŁAMYWAĆ I IŚĆ DALEJ! 🙂 🙂
      Według mnie podstawą rozwoju duchowego i postępu w tej materii są: bezwarunkowe zaufanie do Duchowego Świata i cierpliwość.
      Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam 🙂 🙂

  17. „…Według mnie podstawą rozwoju duchowego i postępu w tej materii są:
    bezwarunkowe zaufanie do Duchowego Świata i cierpliwość…”

    Ach Moni, nawet nie wiesz jak bardzo jestem Tobie wdzięczna za te słowa otuchy 🙂 ❤
    Moje bezwarunkowe zaufanie do Świata Ducha jak i nieskończona cierpliwość – wystawiane są obecnie na ciężką próbę i tylko ja i Stwórca wiemy – ile mnie kosztuje energii zachowanie w sercu w równowadze obu tych stanów uczuć…
    Pozdrawiam Ciebie cieplutko a także wszystkich forumowiczów 🙂

    • Kochana Małgosiu ❤ 🙂 Ta energia w pewnym momencie umocni się w Tobie i pozostanie już na tym poziomie wibracji na zawsze, a to zawsze oznacza potężny krok do przodu w rozwoju świadomości. Tak to widzę. Może dlatego, że tak to odbieram i odczuwam zawsze u siebie, kiedy los konfrontuje mnie z kolejnymi trudnymi sytuacjami w życiu. Kiedy jest po wszystkim, nadchodzi uczucie radości i wdzięczności dla Niebios 🙂 🙂
      Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam 🙂 ❤

  18. Dziękuję Moni 🙂 ❤

  19. Ach, mam jeszcze pytanie:
    Zauważyłam na Twoim blogu, po prawej stronie, zakładkę pt.
    „Obecny czas wędrówki Słońca na tle gwiazdozbiorów zodiakalnych”

    I… zatkało mnie, bo nie wiem… – co, – kiedy i – dlaczego ? – się zadziało, że wszystko się pozmieniało… ? Moniś, od momentu, kiedy naumiałam się czytać 😉 wszędzie czytałam i wiedzę tę sobie „mocno” utrwaliłam, że urodziłam się w znaku Ryb, gdyż znak Ryb „zawsze” był przedstawiany w przedziale:
    od 19 lutego – 20 marca…, a ja urodziłam się 7 marca 🙂
    Dzisiaj u Ciebie na blogu ujrzałam, że dni w przedziale:
    od 16 lutego – 11marca – to dni przypadające w znaku Wodnika…
    I teraz…, zupełnie nie wiem – co mam z tą wiedzą począć ?
    Pomóż Moni proszę… 🙂

  20. Małgosiu ❤ 🙂
    Pas zodiakalny z 12 znakami po 30 stopni powstał w starożytnej Mezopotamii około 500 r. pne, a wiec 2515 lat temu. Na skutek ruchu precesyjnego Ziemi gwiazdozbiory zodiakalne przesuwają się na pasie zodiakalnym co 72 lata o około 1 stopień, czyli po 2160 latach (=30 stopni x 72 lata) o cały znak zodiaku. A po 2515 latach o około 1 znak i 5 stopni następnego znaku. Tak więc według aktualnej KONSTELACJI GWIAZD na niebie (tematykę tę podjął kilka lat temu prof. Parke Kunkle), która obowiązuje od ok. 340 r. pne jesteś właściwie Wodnikiem, a nie Rybą 🙂 Tzn. że kiedy przyszłaś na świat, wpływ na Ciebie miała konstelacja Wodnika. Jednocześnie sama pozycja Ziemi względem słońca (według stałego niezmiennego podziału na 12 zodiaków, którym posługują się astrologowie, gdzie uwzględniana jest tylko i wyłącznie konstelacja planet względem siebie), a więc i KONSTELACJA PLANET względem siebie i słońca w dniu Twoich urodzin, jest indywidualna, czyli tylko Twoja. Osób spod znaku Wodnika jest mnóstwo, ale Twoja urodzinowa konstelacja planet jest jedna jedyna. Wpływ gwiazd to aspekt żeński, wpływ planet to aspekt męski. ASTROLOGIA UWZGLĘDNIA TYLKO WPŁYW PLANET, POMIJAJĄC WPŁYW GWIAZDOZBIORÓW!!!
    Więcej na ten temat napisałam we wpisie 63 o Wężowniku. Znajdują się w nim podstawowe informacje, które udało mi się zebrać.
    A przy okazji składam Ci NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA URODZINOWE!!! ❤ 🙂 ❤ 🙂 ŻYCZĘ CI, MAŁGOSIU, ABYŚ ZNALAZŁA PRAWDZIWE SZCZĘŚCIE I ABY SPEŁNIŁY SIĘ TWOJE NAJSKRYTSZE MARZENIA!!! 🙂 ❤ 🙂 ❤

  21. Moni, Kochana – pięknie dziękuję za to obszerne wyjaśnienie, zaraz wejdę w notkę o wężowniku 🙂
    Co do życzeń to… NIECH TAK SIĘ STANIE 🙂 ❤
    DZIĘKUJĘ 🙂

  22. Piękna historia, dodaje otuchy, bo trudno wejść na taką drogę i potem iść nią ze wszyskimi konsekwencjami. Otoczenie okazuje się często silniejsze. Pozdrawiam

  23. Dobrze ze są tacy ludzie i maja tyle odwagi. Człowiek nie czuje się wtedy taki samotny ze swoimi problemami. Pozdrawiam 🙂

    • Witaj, Olu 🙂 Mnie też ta historia, za każdym razem, kiedy ją czytam, pokrzepia. W moim odczuciu jest niczym wieczne źródło, z którego nieprzerwanie płynie wieczna energia. Każdy może z niej czerpać… 🙂
      Serdecznie pozdrawiam 🙂

  24. Życzę miłego weekendu 🙂

  25. Wow. Pan Andrzej może być świetną inspiracją. Jak (…).

    • Imię i nazwisko pana, o którym wspomniałeś, wykropkowałam. Możesz się wypowiedzieć na jego temat pod artykułem dotyczącym jego osoby (to jedyne miejsce na moim blogu do tego przeznaczone, a Andrzej rzeczywiście jest wspaniałą inspirującą osobowością! 🙂

  26. Co jest złego w tym panu ?? A pan De Mello wymieniony powyżej też jest zakazany ? Rozumiem wulgaryzmy wykropkowywać. Rozumiem, że jest to twój blog…. Ale bez przesady…

    • Według mnie bardzo dużo jest złego w tym panu, o którym wspomniałeś, dlatego zamieściłam oddzielny wpis o nim. Pan De Mello nie jest zakazany, ale nie poświęciłam mu oddzielnego artykułu, pod którym można się swobodnie wypowiadać na jego temat. Poza tym to, co przekazuje, jest według mnie mądre i ma pozytywną energię. Wiec nie porównuj go do pana, który akurat Ciebie inspiruje. Nie pozwolę spamować mojego bloga osobą, o której mam złe zdanie i której przekazy uważam za szkodliwe, dlatego ma wydzielone miejsce na tym blogu, gdzie KAŻDY MOŻE PRZEDSTAWIĆ SWOJĄ OPINIĘ. To wszystko. A jeśli chcesz pisać teksty pochwalne na jego temat, możesz to robić na SETKACH innych blogów, gdzie uchodzi za mistrza. Zanim zamieściłeś swój komentarz, doskonale wiedziałeś, co o nim myślę. Twój komentarz to działanie z premedytacją i doskonale o tym wiesz, dlatego tak stanowcza jest moja reakcja.

  27. OK, ok. Pewnie, że zamieściłem z premedytacją. Pomimo, że ten którego nie lubisz mówi dokładnie to samo co Pan De Mello tylko używa więcej retoryki buddyjskiej a Pan M. chrześcijańskiej. Ale ok nie lubisz tego Pana a ja nie będę tutaj niczego udowadniał bo po co toczyć „wojnę religijną”. Ty lubisz niebieski, ja zielony…takie życie…. Zwłaszcza z osobą, która ma podobne zainteresowania. Ale z ciekawości jeszcze zapytam. (nie o tego pana). Co sądzisz o buddyźmie zen. Czy jest możliwe doznanie oświecenia (czy jakbyśmy tego nie nazwali) ot tak po prostu przy obieraniu ziemniaków, bez duchowych nauk, pracy nad sobą, wznoszenia się na coraz wyższe poziomy. Taka iluminacja. Pstryk i już. Nagle coś zobaczysz, poczujesz i…..bach…widzisz wszystko takim jakim jest. Motyw takiego nagłego przebudzenia jest w filozofii zen często spotykany. Różne anegdoty, historie, jest tego mnóstwo.
    PS Na stronie Pana Andrzeja jest sklep http://www.spojrzenie.com.pl chciałbym poczytać o tym Panu. Bardzo mnie takie historie interesują. W kontekście mojego wcześniejszego pytania. Pan Andrzej miał podobny pomysł jak ja tzn. z tą hipnozą. Tylko on go zrealizował. Ja próbuję z autohipnozą. To co Pan Andrzej powiedział na końcu „nagle zrozumiałem że wszystkie odpowiedzi są we mnie, że wystarczy wsłuchać się w głąb samego siebie” jest znamienne. Wielu „którzy odnaleźli” mówi w ten sposób. Dodają, że to takie proste – wszystkie odpowiedzi są w tobie na wyciągnięcie ręki. Pan którego nie lubisz też tak mówi….. No dobra nie będę cię denerwował. He HE .Pozdr.

  28. Witaj ponownie 🙂
    Zen jest mistycznym aspektem buddyzmu, tak jak joga – hinduizmu, gnoza – chrześcijaństwa, kabała – judaizmu, a sufizm – islamu. Wszystkie te mistyczne nurty w religiach łączy jedno: bezpośrednie doświadczenie Boga bez wsparcia systemów religijnych i pośredników duchowych. Nieodłącznym elementem mistycyzmu jest praktykowanie kontemplacji i medytacji, w chrześcijaństwie i islamie do tych dwóch form dochodzi jeszcze indywidualna modlitwa (osobiście jestem zwolenniczką łączenia medytacji z modlitwą, gdyż według mnie uczy to skromności, pokory i chroni przed błędnym przekonaniem, że wszystkie odpowiedzi mamy w sobie i nie potrzebujemy żadnej pomocy z zewnątrz czy jak kto woli z „Góry”/ ze Źródła).
    Z tego, co mi wiadomo (tak bardzo, bardzo ogólnie) istotą zen jest zgłębienie ostatecznej/prawdziwej natury siebie samego i świata wokół nas. Warunkiem tego ostatecznego rozpoznania istoty rzeczywistości poprzez regularną kontemplację jest całkowite uspokojenie umysłu, co osiąga się m.in. poprzez ćwiczenia polegające na koncentracji na jednym punkcie. Według praktykujących zen jedyną prawdziwą i trwałą rzeczywistością i celem samym w sobie jest bycie w „tu i teraz” bez dzielenia świata na zewnętrzny i wewnętrzny. Przeszłość i przyszłość nie istnieją i liczy się tylko chwila obecna.
    Moja zdanie o zen jest takie: zen zawiera w sobie parę elementów, które stanowią dla mnie dobre narzędzia do osiągnięcia celu, tymi narzędziami są: wyciszenie umysłu i koncentracja na jednym punkcie. Praktykuję to od dawien dawna, a punktem, na którym się koncentruję, jest złoty punkt w czakrze serca. Ale jednocześnie korzystam też z elementów innych nurtów mistycznych: pracuję z 7 czakrami i energią kundalini (według mnie bez zgłębiania istoty kundalini nie ma prawdziwego duchowego rozwoju i poszerzania świadomości na głębszych (wyższych) poziomach. Po wyciszeniu się, scentrowaniu, a następnie w stanie koncentracji i ciszy, rozwijając w sobie optymalny przepływ energii kundalini (to oddzielny i bardzo szeroki temat), dołączam do tego wszystkiego trzeci element: modlitwę, w której proszę moich opiekunów i przewodników duchowych o otwarcie mnie na wyższą wiedzę, mądrość i co najistotniejsze w tym wszystkim: o pomoc w zgłębieniu tajemnicy prawdziwej miłości i tego, jak najlepiej inspirować innych do jej szukania i rozwijania w sobie. I tak codziennie, kroczek po kroczku…. Tak więc zen według mnie nie jest metodą o charakterze uniwersalnym, która zawiera w sobie wszystko, co prowadzi do ostatecznego celu i żaden inny nurt mistycznych w religiach nie jest samowystarczalny.
    Zapytałeś mnie, co sądzę o możliwości doznania nagłego oświecenia, ot tak, niespodziewanie. Uważam, że prawdziwe oświecenie nigdy nie przychodzi nagle i zawsze poprzedzone jest bardzo długą pracą nad sobą i poszukiwaniem i to przez wiele inkarnacji. Nagłość tego fenomenu jest tylko pozorna.
    Artykuł o panu Andrzeju znalazłam parę ładnych lat temu. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego historii i jestem do dzisiaj. Ta wspaniała historia porusza mnie wciąż na nowo. Jest w niej coś w rodzaju wiecznej energii o najwyższych wibracjach – wibracjach Miłości.
    Zwróć uwagę na pierwsze słowa tekstu Andrzeja: „„Przebyłem długą drogę, żeby dotrzeć do miejsca, które tak naprawdę od zawsze było na wyciągnięcie ręki, szukałem szczęścia nie zdając sobie sprawy czym ono w ogóle jest, pragnąłem kochać i być kochanym nie mając pojęcia czym jest prawdziwa miłość..” a więc przebył długą drogę, zanim znalazł to, czego szukał. Określenie „na wyciągnięcie ręki” interpretuję osobiście tak, że to my sami w swojej pierwotnej naturze jesteśmy Miłością, która z kolei daje prawdziwe poczucie szczęścia, a nie cokolwiek czy ktokolwiek na zewnątrz, np. atrakcyjny partner, powodzenie u innych, super praca, bogactwa itd… Właśnie w ostatnim zdaniu tekstu Andrzeja pojawiają się słowa miłość i szczęście. Andrzej odczuwa/określa tę miłość jako harmonię duszy….
    Poruszyłeś też kwestię „tu i teraz” oraz przeszłości i przyszłości. Pierwsze pytanie: co oznacza „tu”, tzn. gdzie? Tu, gdzie jestem fizycznie, tam, gdzie jest moja dusza? Człowiek jest istotą wielowymiarową i funkcjonuje na wielu poziomach – fizycznym, eterycznym, emocjonalnym, mentalnym, duchowym. Poza tym poziom świadomości, na którym obecnie jesteś, jest tylko przejściowy na Twojej drodze do odnalezienia tej ostatecznie prawdziwej tożsamości… Wreszcie co oznacza „teraz”? Przecież każda obecna chwila w mgnieniu oka staje się przeszłością… I czy powinno się wymazywać przeszłość, jeśli była wspaniała? Pamiętam tysiące wspaniałych chwil spędzonych np. w górach. Do tej pory czerpię z nich radość i inspiracje. Dla mnie są tak żywe, że tak samo teraźniejsze jak obecne iluzoryczne teraz, które za moment minie, już minęło…
    Uważam, że każdy powinien intuicyjnie wybierać to, co dla niego najlepsze, tak więc i hipnoza i autohipnoza są jak najbardziej ok, przy czym uważam, że autohipnoza jest wyższą szkołą jazdy, bo wprowadzenie siebie w stan autentycznej hipnozy i samodzielne wyjście z niej wymaga określonych umiejętności: bycia na różnych poziomach świadomości jednocześnie, tak aby z jednego poziomu świadomość kontrolować to, co dzieje się na innym. Jeśli np. na drodze autohipnozy cofniesz siebie samego do jednej z poprzednich inkarnacji i niespodziewanie zaczniesz przeżywać jakąś traumę i w stanie szoku stracisz kontakt z tą częścią świadomości, z poziomu której kontrolowałeś przebieg zdarzeń, no to możesz popaść w niezłe tarapaty. Wtedy musi zjawić się ktoś z zewnątrz (oczywiście specjalista), kto Ci pomoże. A co, jeśli takiej osoby nie będzie w pobliżu? (Zakładam, ze chodziło Ci o autohipnozę, a nie o autosugestię).
    PS.: W jednym z komentarzy pod wpisem 9 napisałam, jaka jest różnica między de Mello a panem, za którym nie przepadam. Również o wielu innych rzeczach można w nich poczytać…
    Pozdrawiam 🙂

  29. Dzięki za odpowiedź. „Każda obecna chwila w mgnieniu oka staje się przeszłością”. ??? Moim zdaniem nie ma czasu. Czas jest tylko sposobem w jaki my patrzymy na świat. Jest tylko „teraz”. To, że coś się zmienia to nie znaczy, że zmienia się w czasie. Zmiany istnieją a czas jest naszym sposobem ich uporządkowania. Nikt nikomu nie każe wymazywać przeszłości, planować przyszłości, wyrzucać pieniędzy. Te wszystkie „rzeczy” są iluzją ale czemu mamy ich nie używać. Wspaniałe chwile z przeszłości to myśli i obrazy w twojej głowie…teraz. Jest tylko teraz a przyszłość i przeszłość to obrazy w twoim umyśle. Nie ma żadnych chwil, które mijają.
    Moim zdaniem spontaniczne przebudzenie jest możliwe. To tak jak w życiu. Profesor poświęci całe życie na badanie jakiegoś problemu i nic. A jakiś młody student wpadnie na to w 10 min. Ustawisz 3 koszykarzy NBA i karzesz im rzucać ze środka boiska i….mnie. I ja trafię. Takie życie. Oczywiście nie neguję metody małych kroczków i ciągłego rozwoju. To metoda właściwa dla 99% ludzi ale zdarzają się też różne talenty i wybryki.

  30. Witam Cię ponownie 🙂
    Wrócę do kwestii „tu”. To pojęcie bardzo względne. Przykład: dla osoby fizycznej „tu” może oznaczać jednopokojowe mieszkanie w bloku w jakiejś miejscowości w Polsce, dla Istoty Duchowej na wyższych poziomach bytu „tu” oznacza miejsce w raju – wspaniałe miejsce pełne piękna i doskonałości nieosiągalne dla osoby X mieszkającej w bloku i w związku z tym nie mającej zielonego pojęcia o tym, czym jest absolutne piękno i szczęście, które są elementami tego wspaniałego rajskiego miejsca. Dlatego kojarzenie słowa „tu”(w kontekście „tu i teraz”) automatycznie z oświeceniem i najwyższym szczęściem, jak to jest ostatnio modne w kręgach ezoterycznych, bo rozpropagowało je parę osób na całym świecie (między innymi pan , za którym nie przepadam), uważam za niedorzeczne i za wyraz oderwania od rzeczywistości (albo świadomej manipulacji). To są właśnie te złudne i przewrotne obietnice pseudo mistrzów duchowych typu: tu i teraz możemy stać się oświeceni i stać się bogami, „pstryk”, „bach” i gotowe. Jakże naiwnym trzeba być, żeby w to uwierzyć! Albo też jest to szukanie ścieżki na skróty w nadziei na ekspresowe oświecenie w „tu i teraz”, bo istnienie właśnie w „tu i teraz”(!) stało się nie do zniesienia. To następny paradoks, to jest najlepszy przykład na to, że matrix (=pułapka)duchowa na Ziemi ma się świetnie.

    Kazik: „Moim zdaniem spontaniczne przebudzenie jest możliwe. To tak jak w życiu. Profesor poświęci całe życie na badanie jakiegoś problemu i nic. A jakiś młody student wpadnie na to w 10 min. Ustawisz 3 koszykarzy NBA i karzesz im rzucać ze środka boiska i….mnie. I ja trafię. Takie życie. Oczywiście nie neguję metody małych kroczków i ciągłego rozwoju. To metoda właściwa dla 99% ludzi ale zdarzają się też różne talenty i wybryki.”
    Tak, zdarzają sie talenty i wybryki, ale na poziomie naszego trójwymiaru. Porównywanie rzucenia piłki do kosza na zasadzie szczęścia czy rozwiązania zadania na zasadzie przebłysku do duchowego oświecenia uważam za niefortunne, gdyż w przypadku sportu mamy do czynienia z pracą ciała, a w przypadku rozwiązywania zadań – z pracą umysłu, i obydwa te zdarzenia mają charakter jednorazowy. W przypadku oświecenia chodzi o potężne procesy w sferze ducha obejmujące całość istnienia i trwające miliony lat. Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy nie do końca pojmują znaczenie i wagę słowa „oświecenie”.

    Twierdzisz, że istnieje tylko „teraz”. Napisałeś też, że ” nie ma czasu”, a „czas jest tylko sposobem w jaki my patrzymy na świat”, a „to, że coś się zmienia to nie znaczy, że zmienia się w czasie. Zmiany istnieją a czas jest naszym sposobem ich uporządkowania”. Moją szczególną uwagę zwróciła Twoja myśl, że zmiany nie zachodzą w czasie. To skłania do zadania pytania: „w takim razie w czym zachodzą te zmiany? Poza tym, jeśli nie ma czasu, to dlaczego negujesz przeszłość i przyszłość i akceptujesz jedynie teraźniejszość? W końcu wszystkie trzy: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są aspektami czasu.
    Przeszłość jest uwieczniona w kronice Akasza (na poziomie eterycznym) i ci, którzy wiedzą jak (to właśnie osoby oświecone posiadające między innymi tę umiejętność), są w stanie w niej czytać, sięgając setki, tysiące, miliony i miliardy lat wstecz. Również określone wydarzenia w przyszłości są już realne na wyższym poziomie energetycznym (energie subtelne) i czekają na zaistnienie na poziomie fizycznym. Niektóre z nich możemy jeszcze odwrócić, jeśli gotowi jesteśmy przejść wewnętrzną transformację, niektórych niestety nie da się odwrócić (tzw. przeznaczenie).
    Nie ma takiej możliwości, żeby całą historię swojej duszy, która to historia liczy miliardy lat, przeżywać jednocześnie w milionowym ułamku obecnej sekundy, który mija szybciej niż mgnienie oka, i do tego wraz z przyszłością zarysowaną już na poziomie eteru (osoby z aktywnymi para zmysłami umieją odczytywać tę przyszłość, to się nazywa prekognicja). Tak więc Twoje stwierdzenie, że przeszłość i przyszłość są iluzją, nie do końca odzwierciedlają rzeczywistość. Na dobrą sprawę we wszechświecie nie istnieje coś takiego jak iluzja, bo wszystko, co myślimy i czujemy, materializuje się w mgnieniu oka na poziomie eteru w postaci różnych tworów, tylko tego nie widzimy (mówię z własnego doświadczenia), natomiast materializowanie rzeczy na poziomie naszej gęstej materii za pomocą myśli jest nieco trudniejsze (zresztą, kiedy osiągniesz oświecenie, będziesz wiedział, jak się to robi).
    .
    Ponownie wracam do pojęcia czasu, ruchu, zdarzeń i zmian. Rzeczywiście dzielenie czasu na jednostki ułatwia życie i w naszej rzeczywistości jest niezbędne. Aby mogła istnieć materia, musi mieć miejsce, czyli przestrzeń. To samo dotyczy zdarzeń (czyli automatycznie ruchu). Aby mogły zaistnieć, czyli dokonać się, też potrzebują przestrzeni, ale innego rodzaju: przestrzeni czasowej. Na przykład żeby dotrzeć z domu na przystanek autobusowy, potrzebujesz przestrzeni czasowej; ty – 10 minut, ktoś inny 5, a Oświecony Mistrz – ułamki sekund, ale wszystkich łączy jedno -potrzebują przestrzeni czasowej, tak jak materia również potrzebuje przestrzeni. Przestrzeń dla materii i przestrzeń czasowa są podstawą istnienia wszystkiego, co jest . wszystkie procesy we wszechświecie potrzebują obydwu rodzajów przestrzeni, bez nich nic nie mogłoby istnieć. Tak więc czas nie jest kwestią jego podziału na tarczy zegarowej, ruchu i zmian, a przestrzeni. Dlatego czas często traktuje się jako czwarty wymiar, najwyższy w hierarchii. Niektórzy mówią o pięciu wymiarach. Bierze się to stąd, że jako pierwszy wymiar (i ja również jestem za tym) traktują oni punkt, linia (2 wymiar) jest zbiorem punktów w prostej), płaszczyzna (3 wymiar) jest zbiorem punktów w płaszczyźnie, przestrzeń (4 wymiar) jest zbiorem punktów w przestrzeni, a czas (5 wymiar) jest przestrzenią, która umożliwia przebieg zdarzeń. Tak więc nawet jeśli wyobrazimy sobie, że wszelki ruch materii ustaje (co jest tylko hipotetyczne), następuje kompletny bezruch wszystkiego i przestają istnieć jakiekolwiek zmiany, to przestrzeń czasowa nadal będzie istnieć. Tak więc nie ma czegoś takiego, jak mijający czas. Czas nie może mijać, bo jest rodzajem przestrzeni. Jedynie wskazówki zegara przesuwające się na tle tarczy zegarowej sprawiają wrażenie mijania czasu. Również istnieć będzie przestrzeń dla materii, nawet gdyby ta miała zniknąć (co też jest tylko hipotetyczne, bo życie jest wieczne, zmienia się tylko jego forma). Ostatecznie ci, którzy lubią dociekać prawd ostatecznych mogą jeszcze zadać pytanie: „A dlaczego nie jest tak, że nie ma nic?”
    Tak więc to, co Ty nazywasz „teraz” jest jako teraźniejszość nieodłącznym elementem przestrzeni czasowej, która również obejmuje przeszłość i przyszłość, a stan tego, co jest w danej chwili zmienia się w bilionowych ułamkach sekund i automatycznie rejestrowane jest w kronice Akasza (inna nazwa eteru). Uważam, że niemożliwe jest istnienie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jednocześnie bez zaburzenia harmonii. Dam przykład: wymawiasz słowo „prawda”, które składa się z sześciu głosek. Aby słowo to wybrzmiało wybrzmiało w pełni ze swoją wibracją i kolorem mu towarzyszącym, potrzebujesz czasu – musisz wymówić literę po literze. Wyobraź sobie, jaki byłby efekt, gdybyś chciał wymówić wszystkie litery jednocześnie. To samo dotyczy harmonii i kompozycji muzycznych i całego piękna we wszechświecie. Równolegle do przestrzeni czasowej istnieje wieczna obecność. Wszystko, co jest, jest wieczne, czyli wiecznie obecne, również Ty i ja. Jesteśmy obecni. Ale ta wieczna obecność, której atrybutem jest ciągła zmiana, nie jest równoznaczna ze stanem oświecenia, miłości, mądrości i doskonałego szczęścia. Jaka jest jakość tej Twojej wiecznej obecności (wiecznej dzięki temu, że jesteś bezustannie świadomy tego, że jesteś) zależy od Ciebie, czyli zakresu Twojej świadomości, a obiecywanie ludziom, że wystarczy wyciszyć się, a bycie w „tu i teraz” otworzy magiczne drzwi do spontanicznego oświecenia jest zwykłym okłamywaniem, bo nic samo się nie zrobi.
    A jeśli wierzysz w spontaniczne oświecenie na zasadzie „wybryków” i przypadków, to zadam Ci pytanie: czy jesteś w stanie zaakceptować, że taki „wybryk” Tobie się nigdy nie przydarzy, i czy w takiej sytuacji będziesz gotów tkwić w nieskończoność w tym „tu i teraz”, takim, jakie jest?
    Napisałeś, że „wspaniałe chwile z przeszłości to myśli i obrazy w twojej głowie…teraz. Jest tylko teraz a przyszłość i przeszłość to obrazy w twoim umyśle. Nie ma żadnych chwil, które mijają.” Jak widzisz, wspaniałe chwile z przeszłości to nie tylko obrazy w mojej głowie, to zapisana przeszłość w kronice Akasza (odbicie/ uwiecznienie czynów, intencji, myśli, słów i emocji w formie „odciśnięcia” ich w eterze). Tak więc w każdej chwili możesz po nie sięgnąć… Piszesz, że „nie ma żadnych chwil, które mijają”. Chyba jednak mijają, natomiast pozostaje wieczna obecność, której nieodłącznym atrybutem jest wieczna zmienność (stagnacja prowadzi do depresji, a nawet śmierci, a granica między wyciszonym umysłem, ciszą i absolutną koncentracją, a stagnacją, poczuciem wyizolowania i depresją jest bardzo cienka).
    Na koniec napiszę o szczęściu z mojego punktu widzenia, w końcu to o szczęściu jest mowa w tym artykule. Stanie się Miłością i poprzez to odczuwanie prawdziwego szczęścia wymaga cierpliwej transformacji swojej osobowości, szczebel po szczeblu, co jest tożsame z podnoszeniem wibracji. Istnienie na wyższych poziomach świadomości (=wyższych poziomach wibracji) to swobodne kreowanie piękna i puszczanie go, bo wszystko jest w ruchu, jest ciągłą zmianą i ruchem. Kiedy odchodzi jeden piękny stan, natychmiast pojawia się następny, a do tego poprzedniego można zawsze na chwilę wrócić, bo zapisany jest w eterze. Szczęście to wieczna obecność na najwyższym poziomie świadomości, której towarzyszy wieczna szczęśliwa zmiana wynikająca z siły twórczej. I co najważniejsze dzielenie się nią z innymi istotami i cieszenie się ich szczęściem oraz zachwycanie się ich kreatywnością.
    Pozdrawiam 🙂

    • No fajnie. Część naszej dyskusji można sprowadzić do tego czy ziemia krąży wokół słońca czy odwrotnie. To kwestia punktu widzenia. Wiem dlaczego nie lubisz Pana T. Dla Ciebie Moniko oświecenie musi być efektem wytężonej pracy przez setki wcieleń. Jesteś takim pracusiem porządnym którego wkurza ze inni mogą coś ugrać na boku. Twoja wizja oświecenia jest strasznie odległa. Tymczasem Budda mówi o oświecenie tu i teraz. O tym że możesz wznieść ponad te duchowe istoty z n tego wymiaru i zakończyć swoją drogę.

      • Kaziku 🙂 Nie jestem „porządnym pracusiem”, lecz realistką. I nikomu nie polecam godzinnych medytacji i kontemplacji każdego dnia, lecz kroczek po kroczku, spokojnie i na luzie, ale z realistycznym spojrzeniem na istotę rozwoju duchowego. I, jak twierdzisz, nie „wkurza mnie, że inni mogą coś ograć na boku” w sensie materialnym, bo jest mi to po prostu obojętne. A ponieważ „ugranie czegoś na boku” w sferze ducha jest najzwyczajniej w świecie niemożliwe, to nawet Ci tego nie życzę, bo byłoby to nieszczere, a brak szczerości nie jest moją mocną stroną. Natomiast, jeśli autentycznie w to wierzysz, że pewnego dnia niespodziewanie „ugrasz coś na boku”, to mówię Ci z całym przekonaniem, że takie nastawienie zaprowadzi Cię donikąd.
        A odnośnie Buddy, to po raz pierwszy słyszę, że obiecywał swoim uczniom oświecenie tu i teraz! Przecież fundament jego filozofii stanowi nauka o kole inkarnacji i właśnie wcieleniach koniecznych do tego, aby wydostać się z tego koła i nie musieć tu więcej wracać! Również jego droga do oświecenia była długa i mozolna! Więc nie wiem, czy wystarczająco dokładnie zaznajomiłeś się z życiorysem Buddy i jego naukami… Poczytaj trochę o Czterech Szlachetnych Prawdach, które są podstawą nauk buddyzmu i wyjaśniają skąd się bierze cierpienie i jaka ścieżka prowadzi do wyzwolenia się z tego cierpienia: pełna wyrzeczeń i cierpliwości w postaci 8 aspektów…
        Pozdrawiam 🙂

  31. Andrzej:
    – „…nagle zrozumiałem że wszystkie odpowiedzi są we mnie, że wystarczy wsłuchać się w głąb samego siebie. Zacząłem podróż do swojego wnętrza,…”
    – ” Szczególnie utkwiła mi jedna noc kiedy obudziłem się w nocy z uśmiechem na ustach i patrzyłem na cudowne światło, które pojawiło się jakby koło mnie i zasnąłem ponownie.”
    – ” Wróciłem do domu, tej nocy wydarzyło się coś czego nie potrafię wyrazić słowami, bo tego nie można w żaden sposób określić to trzeba poczuć wiedziałem już co oznaczają wizje które zobaczyłem podczas hipnozy, zrozumiałem czym jest szczęście, miłość, otworzyłem oczy, żeby zobaczyć rzeczywistość taką jaką jest naprawdę, i to co najważniejsze ta harmonia duszy a wszystko inne przestaje mieć znaczenie …”
    Do tych pięknych słów Andrzeja, które są kwintesencją jego duchowych poszukiwań, dołączam boskie video Sri Chinmoy’a (duchowy nauczyciel i artysta, pisze, maluje i komponuje):
    „My Rose-Road, My Lotus-Home (By Sri Chinmoy)”

  32. Szczescie nie istnieje to tylko pusta nazwa. Stan umyslu ktory akceptuje rzeczywistosc do granic wytrzymalosci to jest szczescie stan w ktorym nic ci nie brakuje, masz wszystko, jestes wszystkim rozumiesz wszystko i wszystko jest soba bez nazw bez przywiazanych do nazw uczuc.

  33. Sidoreq:
    – „Szczęście nie istnieje to tylko pusta nazwa”
    – „Stan umyslu ktory akceptuje rzeczywistosc do granic wytrzymalosci to jest szczescie…”

    Monika: ???

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s