esencja życia

Życie to nie dar lecz odwieczne prawo. Byliśmy, jesteśmy i będziemy.

6) Hipnoza regresyjna/ Wcielenie i karma/ UFO (Dolores Cannon)/ Terapia reinkarnacyjna (G. Bukała)

Dodaj komentarz

Dolores Cannon od ponad 40 lat profesjonalnie zajmuje się hipnozą regresyjną i jest pionierką w tej dziedzinie badań. Opowiada m. in. o „trzech falach czystych dusz”, które z własnej woli zaczęły inkarnować się na Ziemi od wczesnych lat 60-tych po to, aby pomagać ludziom w uwalnianiu się z koła karmy….. W wywiadzie mówi również o tym, że „gdybyśmy pamiętali o przeszłych inkarnacjach i wiedzieli, po co tu przyszliśmy i jakie są związki między duszami, nie byłoby siły sprawdzianu, jego autentyczności i emanującej z tego jasnej energii opartej na wolnej woli. Samodzielnie musimy się stąd wydostać, a czyste dusze wspomagają nas w tym i inspirują”. Wywiad z D. Cannon podzielony jest na 6 części. Oto jedna z nich, w której jest mowa o „Trzech Falach Dusz”:

Dolores Cannon urodziła się w 1931 roku, w St. Luis – stan Missuri, USA. Mieszkała i kształciła się w tym mieście aż do roku 1951, kiedy to poślubiła zawodowego żołnierza amerykańskiej marynarki wojennej. Kolejne 20 lat spędziła – jak typowa żona wojskowego – podróżując po całym świecie, od bazy do bazy, i zajmując się rodziną.

Z ideą badania poprzednich inkarnacji drogą regresji hipnotycznej zetknęła się w 1968 roku. Wówczas to jej mąż, hipnoterapeuta-amator, przeprowadził sesję regresji hipnotycznej. Obiektem seansu była koleżanka z pracy, która szukała rozwiązania swoich problemów z nadwagą. W tamtym czasie, w latach 60, regresji hipnotycznych nie uważano za metodę psychoterapeutyczną. Była to praktyka nieortodoksyjna, mało popularna i zajmowała się nią garstka amatorów-eksperymentatorów. Dolores uległa fascynacji tą dziedziną, lecz nad własne zainteresowanie przełożyła obowiązki wobec rodziny.

W 1970 roku jej mąż, jako weteran, odszedł ze służby i wraz z rodziną osiedlili się na wzgórzach Arkansas (USA). Wtedy Dolores zaczęła karierę publicystyczną. Publikowała artykuły w rozmaitych magazynach i dziennikach. Kiedy jej dzieci dorosły, wybrały własne życiowe ścieżki, Dolores powróciła do zaniechanych niegdyś zainteresowań regresją hipnotyczną oraz reinkarnacją. Studiując różne metody hipnozy wypracowała własną, unikatową technikę pracy, umożliwiającą uzyskanie od obiektu hipnozy jak największego zasobu informacji. Od 1979 roku prowadzi regularną praktykę, gromadząc i katalogując dane zebrane od setek obiektów-ochotników. Określa siebie mianem hipnoterapeutki oraz badaczki psychiki, która zapisuje „utraconą” wiedzę. Od 1987 roku Dolores zajmuje się sferą zjawisk związanych z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi.

kosmos 

WYWIAD   z  D. Cannon, w którym opowiada o swojej pracy: 

Nazywam się Kerry Cassidy, pracuję w organizacji „Project Camelot Productions” i zapraszam na wywiad z Dolores Cannon. Cieszę się bardzo, że mogę przestawić szerszej publiczności Dolores i jej osiągnięcia.

Dziękuję.

Studiuję Twoją pracę już od pewnego czasu, przeczytałam kilka książek i jestem zachwycona zaangażowaniem oraz troską, z jaką traktujesz każdą osobę, którą poddajesz regresji hipnotycznej. Naprawdę cieszę się, że mogę z Tobą rozmawiać. Dziękuję bardzo za poświęcony czas.

Dzięki za zaproszenie.

Zacznijmy może od powodów, dla których rozpoczęłaś tę pracę oraz wyjaśnienia zjawiska „Trzech Fal”, jak sama je nazwałaś, które przybyły na pomoc naszej planecie.

OK. Jestem hipnoterapeutką i konsultantką. Zajmuję się terapią, którą przeprowadziłam już dla wielu, wielu ludzi. Zainteresowałam się hipnozą ponad 40 lat temu, kiedy nie było jeszcze ruchu „New Age”, nikt nic nie wiedział o reinkarnacji. Nie było czegoś takiego jak przeszłe wcielenia, nikt o tym nic nie wiedział, więc „przygotowywałam scenę” wtedy. Zdecydował przypadek. Przeprowadzałam wtedy sesje hipnotyczne dla pozbycia się nałogów, palenia, schudnięcia, jedynego znanego w tamtych czasach sposobu.  Wtedy natknęliśmy się na wspomnienia z poprzednich wcieleń. Oczywiście nie było książek na ten temat, nikt nie wyjaśniał, co w takich przypadkach należałoby robić i czego oczekiwać. Jedynie ciekawość nakazywała mi szukać i poznawać coraz więcej. Ta rzeczywistość pojawiła się tak nieoczekiwanie, więc mogłam ją zwyczajnie zignorować, ale ja zagłębiłam się w nią z pełną determinacją. Pierwsza książka, którą wtedy napisałam, traktowała o początkach moich poszukiwań. Nie mogłam jej opublikować, gdyż temat nie był nośny, wyprzedzał swój czas. Wydana została znacznie później.

Która to książka? Jaki ma tytuł?

„Five Lives Remembered”, „Wspomnienia z pięciu wcieleń”.

OK.

To jest właśnie opowieść o naszych początkach, która pomimo prób nie została opublikowana. Nie było wówczas wydawnictw, ani księgarń „New Age”. W wydawnictwach mówiono: Nie rozumiemy tego. Nie wiemy o co chodzi. Musiałam więc odłożyć ją na półkę. Kontynuowałam pracę, rozpoczynając intensywne sesje regresji hipnotycznych do poprzednich wcieleń. Było to 30 lat temu, a od tamtego czasu zdobyłam dużo więcej informacji, które pozwoliły mi wydać kolejne książki. Musiało jednak upłynąć wiele, wiele lat zanim świat o nich usłyszał.

 Dobrze, a później dotarłaś do wspomnień, nie tylko z poprzednich wcieleń, ale opisujących również życie na planetach, należących do innych układów słonecznych.

Tak.

Opisujących doświadczenia innego rodzaju, kiedy byli „istotami pozaziemskimi” (ang. E.T.), jak my byśmy je nazwali.

Jak już mówiłam, 30 lat temu rozpoczęłam sesje regresji hipnotycznej, ale 25 lat temu poproszono mnie, żebym rozpoczęła badania nad zjawiskiem UFO. W Arkansas, gdzie mieszkam, nie było nikogo, kto mógłby się tym zająć. Był to kolejny pionierski temat.

Kto poprosił Cię o to?

Badacze, wtedy MUFON.

 Rozumiem.

Powiedzieli mi, że zetknęli się z ludźmi, którzy twierdzili, że byli porywani na statki kosmiczne. Nie znali nikogo, osoby która mógłby to zbadać. Wcześniej zaangażowali psychologów, którzy wprowadzili taką osobę w trans hipnotyczny, przenosząc ją psychicznie na pokład statku, ale zaraz potem stwierdzili, że nie wiedzą, co dalej czynić. Wybudzali ją i odsyłali do domu, a nie na tym polega terapia. Badacze, gdy docierali do czegoś, czego nie znali, mówili: Nie wiem, co mam z tym zrobić. W książkach się o tym nie pisze, nie wiem więc, o co mam pytać. Zadzwonili wtedy do mnie i zaproponowali współpracę. Uważali, że ten temat mnie nie wystraszy, skoro od dawna zajmuję się dziwnymi zjawiskami. Sądzili, że skoro jestem oswojona z regresją do  poprzednich wcieleń, przywykłam do rzeczy dziwnych i niezwykłych. Przezornie zapytali jednak, czy mnie to nie przerazi. Odpowiedziałam, że nie, bo jestem zbyt ciekawa nowych rzeczy. Zaprosili mnie więc na spotkanie na szczeblu stanowym, w którym brało udział 25 badaczy okręgowych. Miałam w ich obecności wprowadzić w trans kobietę z Oklahomy oraz zadawać jej pytania.

Oooch.

nibiru7

Chcieli, abym wprowadziła ją w hipnozę przy wszystkich i zadawała pytania. Nie była to najlepsza atmosfera do takich poczynań. Przypominała sytuację złotej rybki, na którą wszyscy się gapią. Nie znaliśmy kobiety poddawanej hipnozie, a ona nie miała pojęcia kim jesteśmy w takich oto okolicznościach miałam dociec wielu szczegółów. Nigdy nie robiłam czegoś podobnego. Sama, bez niczyjej pomocy, musiałam określić reguły dla takich sesji hipnotycznych. W mojej technice przenoszę osobę poddaną hipnozie do poprzedniego wcielenia. W tym przypadku, musiałam zaadoptować ją do wymogu pozostania w obecnym życiu i to mi się udało. Obserwatorzy nie wiedzieli, że tego rodzaju sesji nigdy nie robiłam. Przenieśliśmy ją na pokład statku i uzyskaliśmy ogromną ilość informacji. Następnie, po prostu wysyłali do mnie kolejne przypadki. Później, no cóż, nie podobało mi się nastawienie MUFONu. Czy mogę mówić o takich rzeczach…? (śmiech)

Oczywiście, bezwzględnie.

OK. Nie podobało mi się, że są tacy przyziemni, naukowi.

Zgadza się.

Istnieje dla nich tylko to, czego mogą dotknąć, poczuć, rozebrać na czynniki. Hipnozy zupełnie nie rozumieją, więc podczas sesji, w których uczestniczyli, po prostu wyśmiewali osobę, którą wprowadzałam w trans hipnotyczny.

Oj!

Robili złośliwe uwagi i rzucali kąśliwe komentarze. Nie mogłam dopuścić do upokarzającego traktowania osób poddawanych badaniom. Nie traktowali mojej pracy poważnie, dlatego zdecydowałam o zakończeniu współpracy. Obecnie mają innego dyrektora, więc myślę, że są już daleko bardziej otwarci, ale wtedy, 25 lat temu było inaczej. Wydaje mi się, że w środowisku badaczy UFO przez wiele lat istniał pewien opór. Zmiana nastawienia rozpoczęła się dopiero jakieś pięć lat temu, kiedy to wzrosło zainteresowanie istotami latającymi tymi statkami, a zmniejszyło nimi samymi i zasadą ich poruszania. Tak, zainteresowanie koncentrowało się na ustaleniu rodzaju paliwa zasilającego statek, zasad pracującego napędu, pokonywanych odległości oraz osiąganych prędkości. Przecież nie o to tu chodzi.

Zgadza się.

Napędem jest myśl, a na pokładzie wykorzystuje się energię kryształów.

Jasne.

 Może to być kolektywna myśl całej załogi. Podróże nie odbywają się z jednaj planety na drugą. Podróżują poprzez wymiary. Ówcześni badacze nie byli w stanie tego zrozumieć. Deprecjonowali moje osiągnięcia, zdobyte informacje odrzucali, a nawet ośmieszali efekty mojej pracy. W konsekwencji definitywnie zakończyłam współpracę z nimi. Wreszcie spotkałam pewnego człowieka, Lucjusza Farisha, może o nim słyszałaś. Rozpoczął cykl konferencji dotyczących UFO w Eureka Springs.

 Rozumiem.

Współpraca z nim trwała 22 lata. Był moim powiernikiem. Potrzebuję kogoś, z kim mogę wymieniać poglądy, dzielić się ideami. Lucjusz zawsze był gotów przyjąć każdą myśl, więc rozmawialiśmy o wszystkim, z czym się zetknęłam. Komunikacja z MUFONem ustała, a ja dotarłam znacznie dalej, do informacji w dużo szerszym zakresie, niż oni.

 Dobrze, wróćmy do teraźniejszości. Jesteś w trakcie pisania książek pod wspólnym tytułem „The Convoluted Universe”, „Spleciony Wszechświat”.

Tak.

 Dotarłaś ze swoimi klientami do opisu rzeczywistości, w której zdarzenia nie mają linearnej natury, zgadza się?

Tak. Zaczęło się od przenoszenia lich na pokład statków. Książka, którą o tym napisałam nosi tytuł „The Custodians”, „Dozorcy”.  Tak ich postrzegam, jako dozorców naszej planety, gdyż nigdy nie zetknęłam się z negatywizmem z ich strony. Wszystkie informacje, jakie od nich otrzymałam były pozytywne. Tak właśnie ich postrzegam, jako kustoszy naszej planety. Natomiast pierwszą książką, która ich dotyczyła była „The Keepers of the Garden”, „Kosmiczni Ogrodnicy”. My jesteśmy ogrodem, a oni jego ogrodnikami. Także bez cienia negatywizmu, gdyż zrozumiałam motywy ich działania i przyczyny leżące u podstawy całego przedsięwzięcia.

space_bubble

OK. Kogo masz na myśli mówiąc „oni”?

Istoty pozaziemskie.

 A czy rozróżniasz grupy istot pozaziemskich?

Jest ich bardzo, bardzo wiele. Większość ludzi nie jest w stanie tego pojąć, ale domyślam się, że Twoja publiczność rozumie. Kiedy zaczęłam odkrywać kulisy zwyczajnych porwań i ich pobytu na statkach itd., ich bohaterzy zawsze byli przepełnieni strachem. Ja pracuję na najgłębszym z możliwych poziomie transu, który nazywamy poziomem lunatycznym. Większość badaczy i hipnoterapeutów pracują na powierzchniowych poziomach, na których zaangażowane są emocje, a więc również strach. W mojej metodzie, całkowicie pomijamy świadomy umysł. Docieramy do głębokiego poziomu, na którym nie doświadcza się emocji i bólu, natomiast odnajduje się rzeczywiste odpowiedzi. W tym stanie pojawiają się niezwykłe zdarzenia. (śmiech) Kiedy przeprowadzam kogoś do głębokiego poziomu, może być roztrzęsiony i nie wiedzieć, co się z nim dzieje. Następnie uspokaja się i zaczyna normalnie mówić. Wtedy pojawiają się inne głosy. Za pierwszym razem usłyszałam komendę, dźwiękiem przypominającym mechaniczny głos: Skanujemy. Moja reakcja: OK., w porządku, ale o co tu chodzi? (śmiech) Czułam wibracje na całym ciele. Wtedy usłyszałam ten sam mechaniczny głos: W porządku, to ona, to do niej mamy zaufanie. Powiedzieli: Nie dostarczamy tych informacji każdemu. Przekaż je tym, którzy zrobią z nich użytek. Wtedy zapytali: Co chcesz wiedzieć? Nie pytajcie, co chcę wiedzieć (śmiech), bo chcę wiedzieć wszystko.

 Oczywiście.

Zadając pytania, przekonałam się, że mam do czynienia z istotami pozaziemskimi, znajdującymi się na pokładzie statku, razem z tą osobą, z którą w danym momencie pracowałam. Prowadzili ze mną konwersację, a równocześnie, poddawali tę osobę badaniom. Chciałam wiedzieć co i dlaczego z nią robili. Chciałam dowiedzieć się o nich jak najwięcej, poznać ich życie. Byłam ciekawa, czy mieszkali na statku? Jak wygląda ich planeta? Jak napędzany jest statek? Chciałam wiedzieć wszystko. Jak się żywią? Jak się rozmnażają?

Zatem, z którą rasą wtedy rozmawiałaś?

Oni nie mają nazw…

Źródło: http://www.ezoteryka.info.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=13&Itemid=9

/Temat hipnozy regresyjnej porusza również wpis 43, w którym znajduje się w wywiad z prof. Lidia Stawowską, polską „Dolores Cannon” badającą zjawisko inkarnacji. Polecam!/

…………………………………………..

img_0097-artvalentinatable50

JEDNĄ  Z  OSÓB  W  POLSCE, KTÓRA  W  SPOSÓB  PROFESJONALNY  I  RZETELNY  ZAJMUJE  SIĘ  TERAPIĄ  REINKARNACYJNĄ, JEST  GABRIELA  BUKAŁA  Z  WARSZAWY.  Prowadzi  również  kursy  reiki  i  medytacje  zen.  Ma  ogromną  wiedzę  i  doświadczenie. Opinie  odnośnie  jej  pracy  są  bardzo  pozytywne.  Warto  zajrzeć  na  jej  stronę: http://www.ewolucja.net/gabi.html

Doświadczenia  reinkarnacyjne  Gabrieli  Bukały

Wierzę w reinkarnację, ponieważ doświadczyłam cofnięcia do poprzednich swoich wcieleń. Chociaż dotyczą bardzo odległej przeszłości, rezonują w obecnym wcieleniu. Dowiedziałam się, że najczęściej byłam mężczyzną i wtedy zwykle robiłam sobie złą karmę. Kiedy byłam kobietą, przeważnie byłam ofiarą. Nigdy wcześniej w tym życiu nie przypuszczałam, że mogłam mieć kiedyś jakikolwiek udział w najstraszniejszych wydarzeniach. Identyfikacja podczas sesji była dość oczywista w odczuciach, aby uwierzyć w wewnętrzne wizje. Oglądałam siebie ze zdziwieniem w różnych wcieleniach: wojownik grecki p.n.e., rycerz w średniowiecznej Francji, biedny handlarz ryb w Indiach, żeglarz na morzu Śródziemnym, turecki właściciel dużego gospodarstwa, dziewczyna na wydaniu w Rosji, Cygan w Europie środkowej, córka włoskich osiedleńców w Ameryce, zakonnica w Austrii,  jedyna córka włoskiego arystokraty, rudy Anglik, urzędnik miejski, chłopiec, sierota w Skandynawii,  ubogi drwal w Rosji, pracownik tartaku w Ameryce, szwajcarski biznesmen w Ameryce.

img_0099-artvalentinatable50

Oczywiście nie są to moje wszystkie wcielenia. Przedstawiam je w skrócie. Zasygnalizowane tutaj każde wcielenie przerabiałam zwykle w kilkugodzinnej sesji. Moje doświadczenia różnych wcieleń są fragmentarycznym przykładem tego, co przeżywała ludzkość w swojej historii.

Zrozumiałam swoją karmę, skąd wzięło się tak dużo nieufności, lęku, smutku i zwątpienia w tym wcieleniu, w którym właściwie nie ma adekwatnych powodów. Jestem zbudowana ze swoich reinkarnacji, jak każdy. Dużo się nauczyłam przez doświadczenia różnych wcieleń. W regresji mogłam zobaczyć, jak tworzyłam przyczyny i ponosiłam skutki w kolejnych wcieleniach. Teraz, kiedy współczuję wszystkim swoim ofiarom – uzdrawia się moje serce. Kiedy wybaczam swoim wszystkim krzywdzicielom – porzucam rolę ofiary. Kiedy wszystkim i sobie mogę ofiarować empatię – oczyszczam przeszłość. Mogę też wyciagnąć wnioski, aby nie popełniać podobnych błędów.

Mam swój udział, jak każdy w historii tego świata, który nie bardzo mi się podoba. Mogę teraz wybrać, jaki udział chciałabym mieć i świadomie realizować to. Jestem w stanie docenić swój proces ewolucyjny, jaki się już dokonał. Teraz mogę świadomie ewoluować w wybranym kierunku.

img_0103table50

Zadałam sobie pytania: Kim ja właściwie jestem? Kto jest tym wędrowcem reinkarnującym? Jakie jest moje prawdziwe „ja”? Czy jestem tylko „boskim narzędziem” na drodze wielkiej ewolucji? Skąd wzięłam się na Ziemi? Jakie jest moje źródło i dokąd zmierzam? Każdy sam dla siebie musi znaleźć odpowiedź prędzej czy później.

Zajęłam się regresowaniem ludzi do ich poprzednich wcieleń, aby pomóc im zrozumieć, skąd przyszli i jaką drogą podążają. Świadomość jest bardzo ważna na tej drodze, aby przestać błądzić w ciemnościach nieświadomości i wybrać właściwy kierunek.

Przykłady poprzednich wcieleń różnych osób

Uważam, że dla każdego najciekawsza jest i powinna być jego własna historia. Przedstawiam tu fragmenty niektórych regresji, które mogą poszerzyć świadomość wielu ludziom, ponieważ wiedza wynikająca z każdej regresji dotyczy bytu w ogóle, a więc nas wszystkich. Wybrałam tylko kilka przykładów poprzednich wcieleń z różnych sesji.

#1 Wulkaniczna wyspa. Widzę unoszący się dym nad wierzchołkiem. Zwierzęta uciekają. Ja nie uciekam, jestem z tym pogodzony. Sztorm, skały, rozbity statek. Samotność. Kogoś pochowałem na plaży z załogi. To był przyjaciel. Jakaś skrzynia się plącze. Wiem, że coś w niej jest wartościowego. Jakiś skarb, ale „ocieka krwią”, bo został zdobyty nieuczciwie. To jest moja kara, że zostałem sam na tej wyspie. Smutne to, co zrobiłem. Przeze mnie zginęli niewinni ludzie, tam były kobiety i dzieci. Mam poczucie winy. Byłem kapitanem. Statek był mój, ale też nieuczciwie zdobyty. Zbuntowałem załogę. Kapitan był złym człowiekiem, zajęły się nim rekiny. I ja zostałem kapitanem. Ten statek stał się piracki. Najbardziej mi żal kobiet i dzieci. To się wymknęło spod kontroli. Dla mnie najważniejszy był ładunek – złoto. Źle podjęta decyzja i nieświadome uczynienie zła. Tamtego kapitana nikt nie żałował, bo był okrutny. A ja przez to, co zrobiłem, stałem się taki sam, jak on. Lepiej, że tak się skończyło, jak się skończyło. Byłem tam na wyspie już długo, może 10 miesięcy. Zrobiło się szaro. Czekam na ten koniec. Mam spokojną twarz. Umarłem, zanim wszystko przykryła lawa. Po prostu stanęło serce – zawał. Wygląda, jakbym zasnął. Dusza widzi ciało z góry. Odczuwa szczęście, że rozstała się z tym wcieleniem. Zobaczyła gwiazdy…

img_0111-artvalentinatable50

# 2 Na zewnątrz słońce, jest upał. Nie widać nikogo, jakby pustynia skalista. Kobieta, skóra raczej ciemna, chyba czarna. Ubranie to skóra zwierzęca, bez butów. Idzie. Jakaś woda jest w oddali. Idzie w stronę rzeki i niesie coś przypominającego garniec, ale dziwny taki (jeszcze takiego nie widziałem). Chyba idzie po wodę. Czerpie wodę, przemywa nogi. Kładzie garniec i siada na kamieniu. Obserwuje jakiegoś ptaka w górze. Zbliża się ten ptak, a ona przegania go. Ten ptak jest jakiś natarczywy. Drugi raz go przegania. Poleciał. Ona jest zadowolona, czuje się dobrze. Raczej nie widać, żeby miała jakieś problemy. Ma ok. 35 lat, jest matką. Widzę teraz inne miejsce. Jakieś szałasy, dziwne, zbudowane z drewna, ale nisko przy ziemi. Coś z kamieni u dołu, a te dachy prawie do samej ziemi. Suchy klimat. Jest mąż, wojownik, ma wymalowane coś na twarzy i kolczyk ma w nosie. Dzieci, dwie dziewczynki. Wioska, skupisko ludzi, ale nie widać roślinności. Ciekawe, czym się żywią. Polowanie. Idą wojownicy, niosą zwierzęta. Jeden wojownik niesie sam duże zwierzę, wygląda nawet większe od niego (trudno mi określić, jakie to zwierzę). Mąż go przywitał, zrobił jakiś gest wojownika – podniósł dwoma rękami taki kij z ostrzem w geście triumfu. Nie był na polowaniu, może dlatego, że nie ma syna (ale tą żonę kocha). On też chodzi na polowania, ale z inną grupą. Spokojny rytm życia, beztrosko… Coś widzę dalej w czasie. Kłótnia jakaś między tymi wojownikami. Może chodzi o żywność. Mąż kłóci się, szamotanina. Ktoś ugodził go. Kilku ludzi zaczęło się bić. Żona podchodzi do niego (obserwuję to z dystansu). Ktoś z tyłu ją zaatakował. Zginęła. Dusza z boku widzi, co się dzieje. Jej mąż jeszcze żyje, jeszcze próbuje wstać. Widzi, że żonę zabili. Jeszcze wstaje i próbuje walczyć, ugodził kogoś. Dusza kobiety tylko obserwuje tą walkę. Tak jakby jej to już było obojętne. Jakby oddalała się od tego miejsca. Obraz się zaciera…

img_0117table50

# 3 Ogród. Widzę jakiegoś mnicha, gdzieś sobie idzie. I jest młodszy mnich – uczeń. Moja uwaga podąża w stronę męskiej natury. Czuję, że mam więcej siły. Czuję się starszym mnichem, mądrym dość, ale zgorzkniałym. Czuję twarde ciało. Jakby szukał prawdy, ale nie był na nią otwarty. Ma mało miłości, ale jest dużo wywyższania się, jakieś odcięcie się od świata. To człowiek, który ma poczucie, że dużo przeżył. Wie swoje, uważa się za najmądrzejszego, ale wszystko wyczytał, nie dał sobie szansy to sprawdzić, nie żył wśród ludzi. Widzę go samego, ma brązowy kaptur. On sobie idzie i jest odcięty myślami. Myśli, że wszystko wie i kontroluje. Jego życie pokazuje mi, że trzeba czuć, kochać, praktykować, smucić się, płakać, przeżywać radość – do tego nie są potrzebne książki. Trzeba żyć w świecie emocji, uczuć, w świecie, w którym najważniejsze są uczucia. Jego życie było pomyłką. Życia nie znajdzie się w żadnej książce, nawet w biblii. Życie to otwarta sprawa. Trzeba żyć w świecie tu i teraz. (Spaliłabym te wszystkie jego książki. Tak to czuję.) Ważne było dla niego zrozumieć sprawę – ważniejsza była dla niego wiedza o ludziach, niż sami ludzie. Dużo zrozumiał, a mało przeżył.  Do Boga podchodził tak, żeby jak najwięcej o tym wiedzieć, a nie w sensie energii, uczucia. On będąc osobą duchowną w istocie oddzielał się od Boga, gromadził tylko informacje, wiedzę. Gdy umiera, jest stary, ale nie tak bardzo stary. Umiera z samotności, z własnego wyboru. Chce umrzeć, uważa, że przeżył to, co miał przeżyć, zrozumiał to, co miał zrozumieć. Zrozumiał na koniec, że nie udało mu się zbliżyć do Boga, zrozumieć Boga, prawdę życia, osiągnąć świętość. Ma wrażenie, że śmierć oddali od niego te powłoki niepotrzebne – że jego umysł jest w Bogu. Umiera w łóżku. Jest jakaś gospodyni gdzieś, ale właściwie jest sam. Dusza wychodzi z ciała w spokoju. Czekał na śmierć. Dusza widzi ciało z sufitu, szare, twarde, widać mądrość, chociaż wyszło z niego to, co najlepsze, zostało w ciele to, co negatywne. Dusza czuje spokój, ulgę, że będzie pracować nad sobą duchowo. Dusza czuje się oczyszczona, ale też niedoskonała. W tym, co jest w niej niedoskonałego, musi pocierpieć, to będzie ta praca, że szybko się oczyści. Chodzi jej o czystość, szlachetność, uczucia, przebaczenie, anielskość, boskość – już widzi drogę, wie, że dotrze. Dusza idzie przez lasy, łąki. Unosi się, szybko pędzi. Wpada w wodę, zanurza się w niej i wiruje coraz głębiej, pędzi jak szalona do głębi. Teraz widzę ciemność…

img_0121table50

Spotkania z Pomocnikami Duchowymi

Pomocnik Duchowy może przedstawiać się na różne sposoby. Może być widoczny, albo niewidoczny, ale odczuwalny energetycznie. Niektóre osoby nie mogą skontaktować się z Pomocnikiem Duchowym, a inni mają ich wielu. Postać Pomocnika może objawiać się w różnym wieku (młoda albo stara) i mieć różną płeć, a także nie mieć konkretnej płci.

Chiński  mistrz Li Hongzhi  tak przedstawił tą kwestię w swojej książce „Dzuan Falun”:

Poza duchem głównym (świadomością główną), człowiek posiada jeszcze ducha pomocniczego (świadomość pomocniczą). Niektórzy posiadają jednego, lub dwa, trzy, cztery, a nawet pięć duchów pomocniczych. Płeć ducha pomocniczego niekoniecznie jest taka sama jak danej osoby. Niektóre są męskie, a niektóre żeńskie. Mogą być różne. W rzeczywistości również duch główny niekoniecznie jest tej samej płci, co ludzkie ciało, gdyż odkryliśmy, że obecnie jest wyjątkowo dużo mężczyzn z żeńskim duchem pierwotnym i wyjątkowo dużo kobiet z męskim duchem pierwotnym. Zgadza się to dokładnie z przedstawianym obecnie w szkole tao zjawiskiem niebiańskim odwrócenia yin i yang, gdzie yin dominuje, a yang chyli się ku schyłkowi.

Zazwyczaj duch pomocniczy osoby pochodzi z wyższych poziomów niż jej duch główny. W szczególności duchy pomocnicze niektórych ludzi pochodzą z wyjątkowo wysokich poziomów. Duch pomocniczy nie jest jednak duchem owładającym. On i ty jednocześnie narodziliście się z łona matki, macie takie samo imię i stanowi on część twojego ciała. Zazwyczaj, gdy ludzie myślą o czymś lub coś robią, to decyduje o tym duch główny. Duch pomocniczy, tak jak tylko potrafi, próbuje powstrzymać ducha głównego przed popełnieniem czegoś złego. Jednak, gdy duch główny jest bardzo uparty, to duch pomocniczy jest wtedy bezsilny. Duch pomocniczy nie daje się zwieść złudzeniom zwykłego ludzkiego świata, natomiast duch główny tym złudzeniom łatwo się poddaje.

W moim doświadczeniu regresyjnym zdarza się czasem, że Pomocnik ma jakąś formę ze światła, nie podobną do ludzkiej postaci. Pewne aspekty spotkań z Pomocnikami powtarzają się u różnych osób, co jest bardzo interesującym zjawiskiem, gdyż osoby te zwykle są zaskoczone tym, co widzą i słyszą. Przedstawiam tu kilka takich spotkań (nie moje własne):

img_0126table50

# 1 Jest mój Anioł Opiekuńczy. Jasna przestrzeń, łąka jak z obrazka, ma takie malutkie kwiatki. Ta łąka mnie odurza. Anioł mnie przeprowadza przez tą łąkę. Teraz pływamy w przestrzeni mlecznej. Anioł trzyma mnie za rękę i mówi, żebym się nie bała, że nie puści mojej ręki. Pojawia się dywan prostokątny, jasno-czerwony, ładny. Anioł mówi, żebym uklękła na tym dywanie i mam przeprosić wszystkie istoty, które zamordowałam w poprzednich wcieleniach. Przepraszam wszystkie istoty, które zabiłam i już więcej nie chcę tego robić. To było okropne. Powinnam się modlić co najmniej raz dziennie. Jeszcze inne rzeczy powinnam robić, aby zadośćuczynić, ale przyjdzie na to czas. W sposób ewolucyjny to wszystko odpadnie, żebym nie chciała na siłę odpokutowywać. Najważniejsze, abym się sama pozbyła poczucia winy, że tak było. Czuję rękę Anioła na swoim brzuchu, który mnie uspokaja i mówi, żebym przestała się tak zadręczać. Z każdym oddechem zaczynam czuć się lżej. Proszę Anioła, żeby mnie nie opuszczał i aby nie pozwolił robić mi źle, tylko to, co właściwe. Najważniejsze jest odpuścić sobie poczucie winy, to pomoże w kontaktach z ludźmi. Moje zadanie życiowe – oczyścić się maksymalnie, jak to możliwe, ale nie na siłę, trochę sobie odpuścić i też innym, wtedy samo się oczyści. Trochę zbyt kurczowo trzymam różne rzeczy. Wskazówka – poczuć luz i opiekę duchową. Anioł mnie zapewnia, że mam tą opiekę. Im bardziej sobie odpuszczę, tym bardziej dopuszczę głos Anioła, czy innej wyższej istoty, która mnie poprowadzi. Mam poddać się sile wyższej. Dać sobie chwilę oddechu, zatrzymać się, nie drążyć na siłę jednej ścieżki, czy jakiegoś zamysłu obranego. Oprócz Anioła jeszcze coś jest wokół i powyżej – to jest jakby latający dywan. Jest biała mgła, a my poruszamy się, ale nie przeraża mnie ta mgła. Mgła jest zbudowana z moich myśli i wyobrażeń. Jeśli je odpuszczę, to wszystko się przetrze i będzie tylko doskonała energia wokół. To jest moja mgła – moja nieświadoma działalność ją produkuje. Boję się zajrzeć poza tą mgłę, chociaż korci mnie, co jest na zewnątrz. Anioł mi pokazuje, że ta mgła mnie paraliżuje, zacieśnia mnie, utrudnia oddychanie i działanie. Anioł mówi, że decyzja należy do mnie, niczym nie ryzykuję. On mówi, że sama się ograniczam. Mgła się sama rozpuści, gdy tylko oczy będą miały pełno energii z serca. Światło płynie i powoli odpuszczam sobie to, że kiedyś w poprzednim wcieleniu wykoliłam komuś oko i musiałam to odcierpieć w tym życiu (dlatego mam problem z oczami). Anioł mówi, że nie wszystko naraz. Proces się uruchomił, to nie może być natychmiastowe. Tak samo z rozpuszczaniem mgły – żebym nie była niecierpliwa, żebym tylko brała energię do serca, a z serca do oczu. Reszta już sama nastąpi. Mam sobie odpuszczać, skończyć z winą. Anioł jest dość zadowolony, ja też. Anioł mówi, że i tak cały czas jest ze mną, więc nie muszę się z nim żegnać.

img_0130table50

# 2 Jadę na czarnym koniu, jak gdyby po szczytach gór, teraz w przestrzeni, lecimy po niebie. Już stoimy na piasku, ja i koń. Czekamy. Jest piasek, las i skały. Z daleka widać wodę, są jeziora, rzeka. Z drugiej strony morze. Wszystko jest. Przyszła Kobieta, tęga, starsza – jest moim Pomocnikiem Duchowym. Ma białą szatę, jak sari. Jest dla mnie bardzo dobra. Ma siwe włosy i śmieje się ze mnie, ale jest bardzo dobra. Tuli mnie do siebie. Czuję się dobrze, lekko. Ona tak jakby mi udzielała swojej siły. Akceptuje mnie w pełni. Ona wszystko wie o mnie. Zaczynamy świecić razem. Ona trzyma mnie za głowę – już rozumiem, skąd się wszystko bierze – z nas! My ludzie zapominamy, kim jesteśmy, że jesteśmy dobrzy. Mamy żyć z ludźmi, wśród ludzi. Ona tak do mnie mówi: „Nie oddzielaj się! Nie oddzielaj się od swojego syna!” Pytam o moje problemy materialne – mam się nie bać. Ona mi przypomina to życie, kiedy wszyscy umarli i się spalili – ich dusze nie cierpią, ich to nie obchodzi. Ona się znowu ze mnie śmieje. Pytam, czy mam się zajmować ezoteryką. Pokazała mi twarz tego człowieka, którego spotkam w przyszłości. Mówi, że mam być cierpliwa, konsekwentna, robić to, co robię tylko bardziej regularnie – wtedy on wcześniej przyjdzie. Pytam o moje zadanie życiowe. Powiedziała, żebym jej ufała, wtedy wszystko będzie dobrze. Mogę do niej zawsze przyjść, wystarczy, że tylko zechcę. Ona oczyszcza mnie z poczucia winy. Głaszcze mnie po głowie, po plecach, całuje w czoło. Nie ma duszy, która by miała do mnie żal – to mój własny żal tak mi ciążył. Pomocnik łączy mnie ze źródłem światła – mogę się łączyć ze światłem zawsze, muszę tylko naprawdę tego chcieć.

img_0137-artvalentinatable50

# 3 Jakiś magnez ciągnie mnie gdzieś. Widzę postać – Mędrzec w białych szatach, siwy. To mój Pomocnik Duchowy. Dobrze się czuję z nim. Ma serdeczne spojrzenie. To jakiś przywódca duchowy. Gdy patrzę na niego, czuję się lekko, swobodnie. Proszę go o oczyszczenie. Pomocnik podnosi rękę tak, jakby robił błogosławieństwo. Mam odczucie, że też mam podnieść rękę. Podaję mu lewą rękę. Jakaś moc spływa na mnie. Czuję, że się oczyszczam. On cały czas trzyma mnie za rękę. Czuję jakieś światło, dobrze się z nim czuję. To światło jest we mnie i wokół mnie. Jestem przepełniony tym światłem. Już opuściłem rękę. Pomocnik patrzy na mnie i uśmiecha się. Powiedział, że z tą dziewczyną już mam rozwiązane problemy. Teraz spotkanie z duszą syna z poprzedniego wcielenia, który zginął z mojej ręki. Widzę, że jest smutny. Wyjaśniam mu, że nie chciałem tej tragedii, a on słucha. Już chyba jest trochę weselszy. Przytulam go – wybaczył mi. Czuję poczucie winy do pozostałych dzieci, które umarły z głodu. Przepraszam je. One nie czują urazy. Przytulam je wszystkie. One to przyjmują, garną się. Odchodzą w świetle. Czuję się teraz dobrze, lżej. Pytam Pomocnika, dlaczego wciąż spotykam się z agresją mężczyzn. On mówi, że nie powinienem tam chodzić, gdzie są tamci ludzie. Znajdę dobre środowisko, gdy sobie na to pozwolę. Pytam o moje problemy zdrowotne. Same się rozwiążą, gdy będę miał odpowiednie otoczenie. To jest bardziej duchowy problem. Pytam o problem z pracą, z byciem bezrobotnym… Potrzebowałem ochrony – to czas bez pracy, ale znajdę dobrą pracę. To, co ostatnio wykonywałem – stolarstwo, to jest dla mnie najlepsze w tym momencie. Mam się tego zawodu dokładnie nauczyć, żeby mieć potem więcej czasu na inne zajęcia. Chodzi o formy duchowe, żeby nie zapomnieć o rozwoju duchowym. Moje zadanie życiowe – czerpać radość z życia. To wszystko. Pytam o kontakt ze światłem. On mówi, że już odbieram to światło bez problemu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s